• Wpisów: 245
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 12:37
  • Licznik odwiedzin: 122 352 / 2876 dni
 
ligaswiata
 
Zobaczcie poniższy film. Widać na nim przemowę Pawła Grzesiowskiego, polskojęzycznego guru sceny wakcynologicznej, i głównego przedstawiciela frontu proszczepionkowego. Stwierdza on wprost, że osoby sprzeciwiające się szczepieniom popełniają “najzwyklejsze przestępstwo”. To pójście o krok dalej w tzw “mowie nienawiści” uprawianej przez kartel farmaceutyczny.
Moja odpowiedź jest taka:

-obowiązkiem lekarza jest informować o wszystkich działaniach niepożądanych i powoływać się na rzetelne badania naukowe. To, na co powołują się zwolennicy szczepień jest zwyczajną kpiną. Rodzic w gabinecie szczepień nigdy nie zobaczy ulotki dołączonej do opakowania szczepionki. A działania niepożądane są wyszczególnione nawet tam. Dociekliwi albo wahający się rodzice są zalewani socjotechnicznym bełkotem i stekiem bzdur, bo lekarze pediatrzy są indokrynowani zarówno na studiach medycznych, jak i na tzw “szkoleniach zawodowych”. Powyższe działania nie mają nic wspólnego ze sztuką medyczną, ba, są jej zaprzeczeniem. Dr Mengele jest zapewne dumny ze swoich wychowanków i z tego, że kartel farmaceutyczny powiązany z bankierami kontroluje wszystkie kraje na świecie.

-obowiązkiem rodzica jest zapewnienie bezpieczeństwa dziecku. Jeśli żaden lekarz w Polsce nie podpisze oświadczenia, że szczepionki są bezpieczne (a nie podpisze, żaden) to rodzic ma podstawy by twierdzić, że coś tu nie halo. Gdyby rzeczywiście szczepionki miały wszelkie niezbędne atesty i szeroki margines bezpieczeństwa, gdyby rtęć i inne toksyny w nich zawarte nie powodowały uszkodzeń neurologicznych – większość lekarzy takie zaświadczenie by podpisała.

-mowa nienawiści i dyskryminacja ze względu na: wyznawaną religię, poglądy, orientację seksualną, narodowość, płeć, niepełnosprawność itd – jest zakazana i podlega karze więzienia. Czym jest powyższe przemówienie dr Grzesiowskiego jak nie mową nienawiści ze względu na poglądy? Poza tym, niektóre religie, np Amiszów, zabraniają szczepień. Jak tylko wprowadzą obowiązek szczepień dla dorosłych – przechodzę do tej wspólnoty  Tak więc wypowiedź Grzesiowskiego jest też dyskryminacją religijną Amiszów. Wniosek jest jeden: trzeba zatrzymać tych żądnych pieniędzy i władzy zwyrodnialców, inaczej znów zapłoną stosy, inaczej znów zapłoną krematoria w obozach koncentracyjnych..
Mowa nienawiści i dyskryminacja np ze względu na poglądy są zabronione przez: Traktat Lizboński, kartę praw podstawowych, prawo europejskie, prawo polskie, i szereg innych traktatów międzynarodowych. Nie można pozwolić, by były one stosowane tylko wybiórczo, wobec grup posiadających specjalne przywileje, nadane przez neoliberalne reżimy. Muszą one chronić wszystkich obywateli.

-wyżej wymienione ustalenia międzynarodowe jasno i wyraźnie mówią, że nikt nie ma prawa poddać nas dowolnej procedurze medycznej bez naszej zgody. Jest to jedno z fundamentalnych praw człowieka, coś tak jasnego i oczywistego dla każdego człowieka na Ziemi, że niezmiernie trudno jest elitom wysuwać argumenty przeciw. Z tego powodu muszą wprowadzać coś takiego, jak coraz dalej idący przymus szczepień i wkrótce także przymus zażywania leków (psychotropów np), “dla naszego dobra”.
Procedurą medyczną są także szczepienia. Brakuje na leki, w niektórych szpitalach brakuje nawet na gips do opatrywania złamanych kończyn, ale miliardy dolarów na szczepionki zawsze się znajdzie.

Oto film z dr Pawłem Grzesiowskim:


A na koniec ciekawostka – zwróćcie uwagę na tembr głosu i intonację propagatorki szczepień z poniższego filmiku. Słowa wypowiada w intonujący i robotyczny sposób, jakby była świeżo po lobotomii mózgu. W sumie – to specyficzne, trwające lata pranie mózgu dokonywane przez uniwersytety, a potem – przez korporacje, można porównać do swego rodzaju mentalnej lobotomii..




Na deser – powtórzenie moich dwóch tekstów – o tym, czego naprawdę uczą na “akademiach medycznych”, i czy uzasadniony jest ostateczny argument eugeników: “lekarz jest po ciężkich studiach a Ty nie, baranie”. Otóż – nie jest:
-90% lub więcej interakcji między lekami, i jeszcze większy odsetek długofalowych skutków ubocznych, jest zupełnie nieznana i ukrywana już na samym etapie badań klinicznych nad danym lekiem. Ja biorąc lek przeciwdepresyjny nie mam żadnej gwarancji, czy np za 40 lat nie dostanę raka mózgu albo jakiejś nieznanej jeszcze, strasznej choroby. Tak samo jest z prawie że wszystkimi lekami;
-lekarz gastrolog ma marne pojęcie o lekach neurologicznych lub nie ma go wcale. Lekarz dentysta zaś w ogóle nie ma wiedzy na temat leków przeciwdepresyjnych – i można to wymieniać w nieskończoność. Ja sam, jak tylko jestem u dentysty, muszę tłumaczyć, że leki, które biorę mogą reagować ze znieczuleniem dentystycznym, np wywoływać komorowe zaburzenia rytmu serca. Lekarz dentysta może ogólną regułkę zna, ale gdy ja mówię konkretną nazwę chemiczną leku – on nie ma o tym pojęcia. Tak więc tłumaczyć muszę ja.

Cyt-”Niestety dzisiaj mamy patologiczną sytuację. Lekarzy bardzo długo i dogłębnie uczy się na studiach, jak diagnozować choroby. Natomiast prawie w ogóle nie potrafią oni leczyć, bo nie posiadają po studiach praktycznie żadnej wiedzy z dziedziny farmacji.
Jest to paradoksalne, że leczyć nie potrafi ktoś, kto zwie się lekarzem, ale taka jest nasza smutna rzeczywistość.
Panowie w białych kitlach nie wiedzą, jak stosować leki i w jakich dawkach je przepisywać. Uzupełniają później te braki w wykształceniu całkiem chałupniczo, podczas praktyki lekarskiej, eksperymentując na swoich pacjentach.
To dlatego lekarze w opisie choroby posługują się łaciną, aby pacjent nie wiedział, na co jest chory i żeby nie musieć pacjentowi tłumaczyć, co się psuje w jego organizmie. Jest to sprytny wytrych ukrywający lekarską niewiedzę, czyli niekompetencję. Przeciętny lekarz nie ma pojęcia, jak działa chemia organizmu, ponieważ ostatnie zajęcia z chemii miał jeszcze w liceum.

Do skutecznego leczenia ludzi nie wystarczy poznać schematy postępowania. Niestety takie właśnie schematy rzemiosła lekarskiego (nazywanie ich zawodu sztuką jest nieporozumieniem) wtłaczają do swoich głów na specjalizacjach. Zgodnie z metodyką – taka choroba, taka kolejność postępowania i stosowania kolejnych specyfików. Nie ma w takim nauczaniu żadnej głębszej refleksji, zrozumienia stanu chorobowego, jego przyczyn i możliwych dróg rozwiązania.
Nadmierne wypisywanie leków przez lekarzy jest wynikiem ich niedouczenia z zakresu farmacji oraz skorumpowania przez nagrody, jakie dostają oni od koncernów farmaceutycznych. Każdy lekarz musi nieustannie podnosić swoje kwalifikacje. Za to wszystko płacą firmy farmaceutyczne, których nadrzędnym i jedynym celem jest sprzedawanie leków. Będą więc one za pośrednictwem lekarzy wciskali ludziom nie tylko te dawki substancji, które leczą, lecz przede wszystkim te dawki, które szkodzą. Co więcej, ciągłe nakłanianie do stosowania przeróżnych leków i spełnienia oczekiwań firm farmaceutycznych powoduje coraz częstsze pojawianie się u klientów służby zdrowia lekowych interakcji.
Lekarze nie wiedzą prawie niczego o interakcjach, jest to bowiem wiedza chemiczna – farmakologiczna, której nikt nie wymagał od nich ani na studiach, ani w dalszej nauce na specjalizacjach.

Farmakologię, czyli naukę o lekach i o chemicznym leczeniu, przekazuje się przyszłemu lekarzowi zaledwie w ciągu dziesięciu miesięcy, z pięcioletniego okresu studiów. Co więcej, wiedzę tę wykłada się lekarzom w sposób okrojony i nieskuteczny. Polega on na suchym zapamiętywaniu formułek, ponieważ rozumowa i systemowa nauka o działaniu na człowieka leków wymagałaby wpierw zapoznania lekarza z wiedzą chemiczną.
Lekarzom na studiach w ogóle nie wykłada się chemii, przez co nie potrafią oni zrozumieć większości pojęć związanych z interakcjami chemicznymi substancji aktywnych, czyli zrozumieć podstawowych pojęć związanych z leczeniem człowieka lekami i działaniami tychże na ludzki organizm.
Zmusza się studentów do bezrozumowego zapamiętania najczęstszych interakcji fizjologicznych, nie ucząc ich niczego o interakcjach chemicznych. Ta wiedza szybko opuszcza ich głowy, bo czego się nie rozumie, a zapomni – nie można potem w umyśle odtworzyć. Potem świeżo upieczonych lekarzy wysyła się na „rynek ochrony zdrowia”, czyli propagacji i podtrzymywania stanu chorobowego. Jest on bowiem pełen specjalistów od marketingu firm farmaceutycznych i to z dostarczonych przez nich tendencyjnych materiałów, młodzi lekarze dowiadują się, jak powinni leczyć ludzi.”
oczyszerokozamkniete.wordpress.com/(…)koncerny-farm…

Teraz o tym, jak łatwo można zrobić pranie mózgu osobie z tytułami naukowymi – człowiek po takim czymś jest mentalną roślinką pozbawioną rozumowania logicznego i otwartego myślenia. Nie są to umysły ścisłe – są to umysły “ściśnięte”:

cyt. “Osoby z wyższym wykształceniem są bardziej skłonne wierzyć kłamstwom podawanym w oficjalnych mediach. Bo to wynika z kilku mniej czy bardziej racjonalnych powodów:

- tzw „uczeni” zaliczają się do struktur „elitarnych”, więc broniąc tych formalnych struktur bronią własnej pozycji, a de facto swojej osobowości;

- aby awansować musieli przejść przez tresurę poprawności politycznej, a to m.in. eliminuje zdolność do sprzeciwu;

- ta tresura po czasie upośledza również zdolność odróżniania prawdy od fałszu;

- dwa powyższe zjawiska są wzmocnione konformizmem, który w kręgach naukowych jest bardzo silnie rozwinięty;

- środowisko jest sfrustrowane wobec pauperyzacji i utraty autorytetu, oraz wobec dominującego poczucia niskiej przydatności dla społeczeństwa;

- pozycja osoby wykształconej – zwłaszcza gdy udało się jej wspiąć na szczebelki kariery – podnosi ambicje i wymusza potrzebę obrony swojej opinii, nawet wbrew obiektywnym okolicznościom;

- nawet na średnim szczeblu, czyli wśród tzw inteligencji i kadry technicznej, występuje blokada przed przyjęciem informacji spoza obiegu oficjalnego, bo zdobyta wiedza i doświadczenie życiowe nakłaniają do takiej właśnie postawy
- ja tam wiem swoje bo …

Powyższe zjawiska nakładają się na siebie, i zazwyczaj wzmacniają opór przed przyjęciem niewygodnej prawdy, bo przecież niemal każdy dąży do komfortu i tworzy swoje wyobrażenie o świecie jak mu/jej najbardziej pasuje, a nie jak jest na prawdę.

I rzeczywiście osoby proste, bez wiedzy uniwersyteckiej, mają więcej zachowanych zdolności do racjonalnego oceniania zjawisk – głównie w oparciu o własne obserwacje jak działa Natura, bez przesadnej fascynacji mediami, techniką czy farmakologią.

Wniosek:
prawdopodobnie upowszechnienie akcji eksterminacyjnej w oparciu o przymus szczepionkowy przyspieszy procesy selekcji „naturalnej”.

Jarek Kefir

Nie możesz dodać komentarza.

 
Wikistrony: