Wpisy użytkownika Liga Świata z dnia 25 lutego 2012

Liczba wpisów: 4

ligaswiata
 
Syjonizm i komunizm niejednokrotnie łączyły swe siły w walce o wspólne cele. Przypadków takiej współpracy historia zna setki. O jednym z nich napisała swego czasu w miesięczniku kulturalnym „Odra” Bożena Szaynok w artykule „Żydowscy żołnierze z Bolkowa”. Autorka poruszyła w nim temat istnienia w pierwszych latach po wojnie na terytorium Polski syjonistycznych obozów wojskowych, z których jeden znajdował się w Bolkowie na Śląsku.

Przypuszczać można, że obiektów takich było w Polsce po 1945 r. co najmniej kilka, co przy ich średniej „wydajności” równej wyszkoleniu ok. 7 tys. żołnierzy obrazuje stopień zaangażowania bloku komunistycznego w pomoc dla syjonistów. Uczestnicy opisywanego obozu po dostaniu się do Palestyny automatycznie zostawali członkami Hagany - syjonistycznej formacji wojskowej z której stworzono armię Izraela.

Historia, o której pisze Bożena Szaynok rozpoczęła się w 1945 r., wraz z końcem II wojny światowej. Wówczas to przywódcy zwycięskich mocarstw - USA i ZSRR - uznali, że najlepszym sposobem na „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” w Europie jest ten proponowany przez syjonistów, czyli masowa emigracja Żydów do Palestyny i utworzenie tam państwa żydowskiego.

Był to pomysł o tyle mało oryginalny, że - jak twierdzi wielu historyków - dokładnie tego samego chciał Hitler, zawiązując tajne porozumienie z Agencją Żydowską i niemieckim Żydami - syjonistami. Na przeszkodzie realizacji tychże koncepcji, tym razem w wydaniu Trumana i Stalina, stała w 1945 r. „Wielka Brytania, niechętna podziałowi Palestyny”, jednak „musiała ustąpić w 1947 r. z powodu sytuacji, jaka zaistniała na tym terenie. Walki arabsko-żydowskie i brytyjsko-żydowskie przybierały na sile, sytuacja coraz bardziej wymykała się spod kontroli. Elementem nacisku była także odmawiająca powrotu do przedwojennych ojczyzn grupa Żydów w obozach Displaced Person na terenie Austrii, Włoch oraz stref okupacyjnych w Niemczech”. W owym 1947 r. Anglia przekazała ONZ kompetencje do rozstrzygnięcia kwestii żydowsko-palestyńskiej.

„W listopadzie 1947 r. w Flushing Meadows odbyło się głosowanie w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ nad podziałem Palestyny (...). Głosowanie zakończyło się sukcesem koncepcji żydowskiej. Trzydzieści trzy państwa opowiedziały się za podziałem Palestyny, co oznaczało utworzenie na tym terenie państwa arabskiego i żydowskiego”. - pisze dalej Szaynok. Kiedy w maju 1948 r. powstał Izrael, został on niemal natychmiast - zaraz po USA - uznany także przez ZSRR, który z miejsca rozpoczął też grę na rzecz umocnienia swych więzi z państwem żydowskim. Pionkami w tej grze zostały oczywiście europejskie satelity Kremla - Czechosłowacja i Polska. Z polecenia Moskwy rząd czeski podjął decyzję o sprzedaży broni państwu żydowskiemu, w obu państwach powstały obozy ochotników do Hagany.

Zaraz po oficjalnym uznaniu Izraela przez państwa bloku komunistycznego, także w Polsce przystąpiono do organizowania dlań pomocy. „W Polsce w tym czasie przebywali już wysłannicy Hagany z Palestyny. Jedną z osób koordynujących akcję pomocy był Wacław Komar”. Grzegorz Smolar - żydowski komunista z PPR, odbył w tym czasie rozmowę z kierownikiem wydziału spraw zagranicznych KC PPR - Ostapem Dłuskim, który poinformował go o „konieczności zorganizowania pomocy dla państwa Izrael”. Następnie Smolar spotkał się ze wspomnianym Wacławem Komarem.

Ten, jak wspomina Smolar „powiedział, że do Polski przyjechał wysłannik (...) człowiek specjalnej misji”. Człowiekiem tym był Icchak Palgin (Polakiewicz) oraz (...) instruktor wojskowy o pseudonimie „Jakub”. To z nim Smolar jako „przedstawiciel PPR w rozmowach ze stroną izraelską” miał omawiać sprawę stworzenia w okupowanej przez bolszewików Polsce obozów wojskowych dla Żydów.

Dalej autorka artykułu pisze: „Niewiele możemy powiedzieć o zasadach współpracy między wysłannikami Hagany a stroną polską. Nie wiemy, kto był odpowiedzialny za fundusze, broń, koncepcje szkolenia. W Czechosłowacji, gdzie powołany został podobny [do tego w Polsce - przyp. red] obóz, rząd czeski zapewniał ośrodek szkoleniowy, instruktorów i uzbrojenie, strona izraelska gwarantowała fundusze na funkcjonowanie obozu, broń oraz transport do Izraela”.

Można się domyśleć, że w Polsce wyglądało to podobnie. Jednak, jak się okazuje, pertraktacje komunistów z syjonistami w sprawie obozu (ów) w Kraju nad Wisłą rozpoczęły się jeszcze przed powstaniem Izraela, co dowodzi dużego stopnia zainteresowania Kremla we wzmocnieniu militarnego potencjału syjonistów. Rozmowy trwały, bowiem już w okresie koniec 1947 - początki 1948 r. Trudno jednak ustalić dokładną datę powstania samego obozu. Wiadomo, że na miejsce jego lokalizacji wybrano Bolków - śląskie miasteczko położone ok. 100 km od Wrocławia. Ze względu na położenie i otaczające je gęste lasy było ono idealne do organizacji tego typu placówki.

Jak dowiadujemy się z tekstu B. Szaynok, w krótkim czasie przedsięwzięcie ruszyło pełną parą: „Wiosną 1948 r. do Bolkowa zaczęli przyjeżdżać pierwsi ochotnicy. Kierowani byli przez duże, utworzone w większych miastach Polski, biura werbunkowe. Tam przechodzili też wymagane badania lekarskie. Przyjeżdżający do Bolkowa posiadali rekomendacje partii syjonistycznych, podpisywali także deklaracje o przystąpieniu do Hagana po wyjeździe do Palestyny (...). W obozie pojawili się nie tylko syjoniści, aczkolwiek stanowili oni większość. Do Bolkowa przyjechali też członkowie Bundu i frakcji PPR”. Jednym słowem, obóz na dobre rozpoczął swą działalność. O jego wyglądzie i przebiegu szkolenia czytamy dalej, co następuje: „W dwóch budynkach przy ulicy Wysokogórskiej zostało utworzone centrum szkolenia. Ćwiczenia prowadzone były na pobliskiej górze Ryszarda, gdzie znajdowała się poniemiecka strzelnica (...).

Szkoleniem zajmowali się wysłannicy Hagany [z Monachium - przyp. red], pojawili się też instruktorzy wojskowi, którzy służyli w Armii Czerwonej i Wojsku Polskim. Zdaniem Smolara: Byli to wysocy oficerowie (...). Jeśli chodzi o przebieg szkolenia, to trwało 10 dni, obok całościowych ćwiczeń wojskowych odbywały się zajęcia poświęcone syjonizmowi, historii Palestyny i Haganie”. Nie obyło się jednak bez kłopotów, zwłaszcza tych natury technicznej.

Szaynok pisze na ten temat: „Jednym z istotnych problemów było uzbrojenie ochotników. Początkowo broń pochodziła z kibuców. Nielegalne dostawy broni powodowały rewizje w kibucach i aresztowania. Z czasem, dzięki pomocy Dłuskiego załatwiona została sprawa uzbrojenia. Z «Jointu» otrzymano uzbrojenia wojskowe. Jeden z mieszkańców Bolkowa wspomina zielone mundury szkolonych ochotników: «wyglądali jak wojsko»”. Całemu przedsięwzięciu nie udało się jednak zachować dyskrecji! „Istnienie obozu nie było tajemnicą.

Mimo postulowanych przez przedstawiciela PPR [Smolara - przyp. red.] zmian, mających na celu zwiększenie dyskrecji wokół obozu, do końca istnienia placówki niewiele się zmieniło. Mieszkańcy Bolkowa wspominają, że nikt nie krył charakteru obozu. Przed budynkiem, w którym mieściło się centrum szkolenia, stał wartownik z bronią. «Myśmy wiedzieli, że oni pójdą do Izraela, bo tak ludzie mówili, że tam jest wojna, że oni się szkolą, a potem wyjadą». Relacje Bolkowian potwierdzają informacje Smolara o obozie. W czerwcu 1948 r. pisał: «Ludność miasteczka, jak żydowska, tak i polska dokładnie wie o charakterze tego obozu. Nie ma żadnej konspiracji. Koło bramy stoi dyżurny. Ćwiczenia odbywają się koło samego obozu, w otwartym polu. W tym samym dniu, kiedy byłem w obozie, wróciła z dwudniowego pochodu grupa (około 50 osób).

Do obozu, przez ulice miasteczka grupa podeszła śpiewając piosenkę sowiecką w języku rosyjskim.»”. Nie był to bynajmniej przypadek odosobniony - syjoniści lubili demonstrować swą obecność w miasteczku i przywiązanie do komunistycznych sojuszników. W „Odrze” czytamy np. o tym, że „grupa szkolonych ochotników wzięła udział w pochodzie pierwszomajowym w 1948 r., wywołując, jak przyznał Smolar w swoich wspomnieniach: «wielkie wrażenie»”. A oto, co dalej działo się z „absolwentami” obozu: „Po odbyciu szkolenia grupy ochotników otrzymywały, załatwione przez organizatorów, dokumenty podróży. Z Bolkowa wyjeżdżano pociągiem do Katowic, a następnie przez Pragę, Paryż docierano do Marsylii, skąd wypływały statki do Palestyny.

Uczestnicy obozu wyjeżdżali na podstawie list imiennych sporządzanych przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. W stosunku do członków PPR, MBP uzależniało wydanie zgody na wyjazd od podjęcia współpracy z bezpieką «jako informatorzy o nastrojach w obozie i nawet po przyjeździe do Izraela». Zdarzało się, że na stacjach urządzano uroczyste pożegnanie ochotnikom do Hagany. «Były kwiaty, transparenty - nawet Polacy mieli dużo sympatii dla ich walki wyzwoleńczej» - wspomina Smolar”. Istnienie obozu było ściśle uzależnione od jakości stosunków między ZSRR a Izraelem, a te już na jesieni 1948 roku zaczęły się psuć w związku ze zbliżeniem Izraela do USA. Komuniści zaczęli mieć coraz więcej zastrzeżeń w stosunku do obozu i jego uczestników.

Franciszek Kuchta - Inspektor Ochrony Skarbowej donosił zaniepokojony do swych zwierzchników: „Nie wszyscy zgłaszają się do obozu z zamiarem wyjazdu do Palestyny. Znaczna część to członkowie organizacji Ichud (Zjednoczenie Syjonistów Demokratów - partia syjonistyczna działająca w Polsce po wojnie do stycznia 1950 roku - przyp.B.S.), przeważnie bogaci kupcy i ich synowie, oraz Mizrachiści (Mizrahii - jedyna, istniejąca po wojnie w Polsce żydowska partia religijna, swą działalność zakończyła w 1949 r. - przyp. B.S.), Agudowcy (Aguda - partia religijna, mimo niezarejestrowania po wojnie w Polsce, prowadziła swą działalność do końca lat czterdziestych - przyp. B.S.) i faszyści, a więc z ugrupowań skrajnie reakcyjnych, którzy wyjeżdżali z Polski w celach skrajnie spekulacyjnych i już w Pradze Czeskiej wyłączają się z grupy ochotników jadących do służby wojskowej”. Martwiły go też „ułatwienia czynione przez władze centralne po wyjeździe” dla żydowskich ochotników, gdyż „były przyczyną wywozu z Polski dużych ilości pieniędzy i złota”. Konsekwencją wspomnianego stopniowego zbliżenia państwa żydowskiego do USA - zimnowojennego wroga Sowietów - było zamknięcie obozu jeszcze w 1948 r.! B. Szaynok podaje, że „pod koniec 1948 r. obóz zostaje zlikwidowany”. Wszystko to stało się nagle, „z dnia na dzień zniknęli żydowscy żołnierze. Nie było wartowników przed budynkiem, gdzie mieściło się centrum obozowe.

Pozostawione w lesie drewniane elementy obozu zostały rozebrane”. W ten sposób zakończyła się historia syjonistycznego obozu szkoleniowego w Bolkowie, w którym wg Grzegorza Smolara „zostało wyszkolonych około 7 tysięcy wojskowych”. W znakomitej większości zasilili oni potem szeregi armii izraelskiej, stając się awangardą sił zbrojnych najagresywniejszego i najbardziej zagrażającego pokojowi państwa w tej części świata.
 

ligaswiata
 
Fragmenty książki "REWOLTA MARCOWA"
Przez cały okres PRL aż do marca 1968 roku nie wolno było rozpowszechniać informacji krytycznie oceniających rolę lobby żydowskiego w PRL, nie wolno było, nawet po Październiku 1956, pisać czy mówić o tym, kto kierował aparatem terroru w PRL, itd. Wolno było pisać o szowiniźmie niemieckim, ukraińskim, amerykańskim, francuskim a zwłaszcza polskim. Nie wolno było pisnąć nawet o szowiniźmie żydowskim. Ta blokada trwała czterdzieści pięć lat PRL z krótką przerwą w marcu 1968. W tym sensie marzec 1968 roku był wydarzeniem ważnym. To w marcu 1968 roku uczyniono jedyną w historii PRL próbę zrównania praw Żydów i Polaków.

Rozdział 1
Korzenie zła

Łatwej i prostej, a raczej prostackiej, odpowiedzi na pytanie czym był Marzec 1968 roku udzielił Aleksander Kwaśniewski i lobby żydowskie w Polsce. Była to - ich zdaniem - antysemicka prowokacja przeprowadzona przez tzw. Partyzantów. Był to także wybuch „tradycyjnego, polskiego antysemityzmu”. Nie po raz pierwszy w powojennych dziejach Polski oskarżenie o antysemityzm podnoszone jest tu, na polskiej ziemi. Tak było w strasznych latach stalinowskich. Tak było w okresie po Październiku 1956 roku, gdy tzw. szkoła szyderców zalewała prasę i radio antypolskimi publikacjami, gdy w ogromnych nakładach wydawano obrażające naród polski książki, produkowano znieważające Polaków filmy, wyszydzano naszą historię. Oskarżano o antysemityzm Kościół katolicki, ruch narodowy, Armię Krajową. Nigdy jednak, nawet w okresie wszechwładzy Jakuba Bermana, Hilarego Minca i Romana Zambrowskiego, żaden przedstawiciel rządzących nie ośmielił się wystąpić z oskarżeniem o antysemityzm całego polskiego narodu. Stało się to dopiero w wolnej, demokratycznej Polsce w trzydziestą rocznicę wydarzeń marcowych. Do listy tradycyjnie oskarżonych o antysemityzm: Kościoła katolickiego, narodowców, chłopów, dopisano robotników polskich i - co już trąci schizofrenią - narodowych komunistów z Gomułką na czele. Przez prasę, radio i TV przewaliła się potężna powódź nienawiści i kłamstw. Każdy kto próbował wyrazić już nie tylko sprzeciw, ale chociażby wątpliwości, był oskarżony o antysemityzm, szowinizm, faszyzm lub... komunizm. Nienawiść sięgnęła szczytu. Szczytu sięgnęło kłamstwo.

Nikt nie pytał o prawdę. Nikt jej nie szukał. Jakaż więc jest prawda o marcu 1968 roku? Jakie były przyczyny i skutki tych wydarzeń? Czy możliwe jest dzisiaj, po upływie ponad trzydziestu lat pełne, ostateczne odkrycie prawdy o marcu 1968? Niezupełnie. Jest jeszcze kilka kart tego fragmentu historii PRL nie do końca zbadanych. Jeszcze nie wszystkie dokumenty odkryto i ujawniono. Jeszcze pozostają poza zasięgiem polskich badaczy archiwa Kremlowskie dotyczące tych wydarzeń. Jeszcze można oskarżać nieżyjącego Mieczysława Moczara o to, że świadomie spowodował awanturę marcową, aby obalić Gomułkę i uczynił to na rozkaz Kremla. Nawet takie brednie są możliwe i nawet wtedy gdy głoszą je autentyczni agenci tajnych służb sowieckich. Więc upłynie jeszcze nieco czasu zanim ujawnione zostanie wszystko, do końca. Jednakże mimo tych zastrzeżeń, można już dziś ustalić genezę wydarzeń marcowych, ich główne przyczyny i skutki. Można przeprowadzić dowody prawdy w procesie przeciwko tym, którzy prowokację marcową usiłują wcisnąć na karty historii Polski, plasując ją na wysokości polskich powstań narodowych lub też podnosząc do rangi źródła z którego zrodził się bunt robotniczy 1980 roku i „Solidarność”.

Nieliczni badacze upatrują źródeł marca 1968 roku w październikowym przełomie 1956 roku. Jeszcze mniej liczni szukają początku marca 1968 roku w wydarzeniach roku 1948, w rozprawie kominternowskiej grupy Bermana z tzw. odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym w PPR - PZPR z gomułkowską „polską drogą do socjalizmu”. Jeżeli jednak uznamy, że rok 1948 otwierając najstraszniejszy, stalinowski okres w powojennej historii Polski, zaowocował w konsekwencji buntem robotników Poznania i Październikiem 1956 roku, to musimy odpowiedzieć na pytanie - jak doszło do dramatu roku 1948, do stalinizmu w jego najstraszniejszej postaci? To zaś jest pytanie o genezę powstania PRL. Nie sięgając w daleką przeszłość, do początków ruchu komunistycznego, za punkt wyjścia przyjąć należy fakt bezsprzeczny, nie budzący już dziś żadnych wątpliwości, że Polska Ludowa rządzona przez komunistów mogła powstać i istnieć tylko w wyniku dyktatu sił zewnętrznych, zniewolenia przez ZSRR za zgodą rządów USA i Wielkiej Brytanii. W żadnych innych okolicznościach komuniści nie mieli żadnej szansy objęcia władzy w Polsce.

W okresie międzywojennym Komunistyczna Partia Polski nie stanowiła liczącej się siły politycznej. Od początku swego istnienia pozostawała obcym ciałem odrzuconym przez przytłaczającą większość Polaków. Wynikało to nie tylko z absolutnej podległości KPP wobec struktur Międzynarodówki Komunistycznej czyli Kremla, lecz także z faktu, iż była to partia zdominowana przez mniejszości narodowe, w tym przede wszystkim przez Żydów. W takich podstawowych dla Polaków kwestiach, jak niepodległość, suwerenność, świadomość narodowej wspólnoty, między Polakami a KPP istniała przepaść nie do przebycia.

W publikacji pt. „Przyczynek do genezy konfliktu”, czołowy ideolog PZPR Andrzej Werblan pisał:
Na programowym stanowisku KPP w sprawie niepodległości Polski, przez długi czas ciążyły błędy luksemburgizmu, którego cechą charakterystyczną było pomniejszanie roli kwestii narodowej i tendencji narodowo-wyzwoleńczych w ramach walki o socjalizm oraz niedocenianie znaczenia niepodległości państwowej w socjaliźmie.

Powiedzmy wprost: Róża Luksemburg nazwana przez Lenina orłem rewolucji była nieubłaganym przeciwnikiem niepodległości Polski. Orłem rewolucji to może ona i była, ale na pewno nie był to orzeł biały (...). Szczególne znaczenie dla przemian demokratycznych w Polsce miały procesy demokratyzacyjne w PZPR. W systemie monopartyjnym wszelkie zmiany w państwie muszą być siłą rzeczy zapoczątkowane w łonie rządzącej partii. Tymczasem w PZPR, w jej strukturach, faktycznych a nie formalnych prawach i obowiązkach członków, zakresie kompetencji instancji i organizacji, nie zmieniło się literalnie nic. Tzw. centralizm demokratyczny oznaczał praktycznie centralizm absolutny bez śladu demokracji. System zależności polegał na pełnym uzależnieniu dołu od góry i całkowitej niezależności w odwrotnym kierunku.

Demokracja wewnątrzpartyjna, o którą tak ostro dopominały się zwłaszcza partyjne organizacje robotników, w systemie monopartyjnym musiała by wymuszać postępy demokratyzacyjne w strukturach państwa, więc została zablokowana. Te i inne blokady na drodze do demokracji nie umniejszają wielkości dokonań roku 1956, które można określić jako likwidację systemu terroru i zbrodni, gwałcenia elementarnych praw ludzkich, czyli stalinizmu, jako najbardziej zwyrodniałej formy bolszewizmu. Obiektywnie Gomułka mógł zrobić o wiele więcej, subiektywnie nie mógł przeskoczyć siebie, swego dogmatyzmu, skali intelektu i wyobraźni. Rozumowanie Puławian było więc prawidłowe. Oni czekali aż mit Gomułki jako Władysława Odnowiciela zaniknie, aż wyczerpią się zapasy wiary i nadziei.

Oczywiście nie czekali bezczynnie. A jednak przegrywali. Stopniowo tracili stanowisko po stanowisku, stając się coraz mniejszą mniejszością w kierowniczych ośrodkach władzy. Po raz pierwszy w Polsce Ludowej. Coraz bardziej też koncentrowali swoje działania na zdobywaniu wpływów wśród rosnących ciągle społecznych kręgów rozczarowanych Gomułką, zniechęconych, zawiedzionych. Oczekiwali aż masa krytyczna osiągnie wielkość, która zrodzi nowy Poznań, nowy Październik, tym razem antygomułkowski. Jedną z komórek zrodzonych przez to mafijne, antygomułkowskie sprzysiężenie była szkółka, taka sobie niewiele znacząca, wręcz śmieszna, wylęgarnia przyszłych przywódców, Klub Raczkujących Rewizjonistów, czyli Poszukiwaczy Sprzeczności.

To dziecię Puławian zrodziło się gdzieś tam po obydwu stronach Alei Przyjaciół, prześlicznej, ślepej uliczki odchodzącej od Koszykowej. Po jednej stronie uliczki stał gmach, w którym mieściło się Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Po drugiej zamieszkiwali sobie w nowoczesnych, obszernych lub wręcz super luksusowych mieszkaniach najwierniejsi z wiernych, najpewniejsi z pewnych stalinizmu w Polsce. Takich osiedli za żółtymi firankami było w Warszawie kilka. Aleja Przyjaciół wyróżniała się tym, iż tu przeważali wysocy funkcjonariusze MBP z ministrem Radkiewiczem włącznie i oczywiście tym, że większość lokatorów tych mieszkań stanowiła narodową mniejszość, więc była to rzeczywiście aleja przyjaciół. Takie getto na własne życzenie, czyli prawie sami swoi.

Do Klubu Raczkujących Rewizjonistów należeli milusińscy nie tylko z Alei Przyjaciół, ale ta uliczka ze względu na swe usytuowanie i lokatorów urosła nieomal do rangi symbolu. W latach 90-tych telewizja publiczna wyemitowała nawet nostalgiczny, liryczny, słodki jak miód, film dokumentalny, w którym byli mieszkańcy wspominają swoją ulicę i dramat opuszczenia jej, gdy paskudni antysemici „wypędzili ich” z Polski. Nie wdając się w szczegóły, odnotujmy fakt, iż z Klubu Raczkujących Rewizjonistów wywiedli swój polityczny rodowód późniejsi Komandosi, m.in. Adam Michnik, a w dalszym biegu wydarzeń faktyczni twórcy KOR-u. Czy już wówczas marzyło im się powtórzenie w innym wariancie drogi ojców do władzy nad Polską, trudno orzec.

Gdyby tak było i tak nikt z nich nigdy się do tego nie przyzna. Pewne jest, że byli od dzieciństwa przysposabiani do wielkich zadań właśnie na miarę historycznych dokonań ojców. W planach działań bezpośrednich nie liczyli się. Byli kadrą przyszłości, nie drugim lecz trzecim pokoleniem wybrańców, następcami może nie tronów ale bardzo wygodnych foteli. W połowie lat sześćdziesiątych w pierwszej linii pretendentów do władzy było ciągle pokolenie CBKP, byli, bezlitośni pogromcy „AK - zaplutych karłów reakcji”, „odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego”, „kułactwa” i innych ciężkich chorób toczących ten okropny, polski naród. Z tego źródła, wywodzi się nieustający antypolonizm części środowisk żydowskich w Polsce i nie tylko w Polsce. Stąd nieustająca fala kłamstw, oszczerstw i szyderstw. Składa się on zarówno z judejskiej teorii narodu wybranego jak też z pogardy wobec innych religii, ras, narodów.

Żydzi polscy a przynajmniej ta ich część, która aspirowała do rządzenia Polską, oczerniali naród polski, pomniejszali lub negowali nasz niemały wszak wkład w kulturę europejską, naszą powszechnie znaną, tolerancję, umiłowanie wolności, nasze „za waszą i naszą”. Jeśli czemuś trudno było zaprzeczyć przypisywali, to... sobie. Starali się dowodzić, że praktycznie bez kulturotwórczej roli Żydów nie powstałaby kultura polska. Przypisywali Polakom najbardziej haniebne cechy i najbardziej nikczemne czyny. Robiąc wszystko, aby nas pomniejszyć uważali, że w ten sposób siebie powiększą. Już w toku wydarzeń marcowych jeden z Komandosów oświadczył, że na każdych pięciu Polaków powinien przypadać jeden Żyd, który by nimi kierował. Tak myśleli. Jakże wielu z nich tak myśli. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych to myślenie w kręgach żydowskiej elity było dosyć rozpowszechnione. Nie było dziełem przypadku, że Raczkujący Rewizjoniści to prawie w komplecie dzieci żydowsko-stalinowskiej warstwy rządzącej, „nowej klasy”, czerwonej burżuazji. Butny, żydowski szowinizm sprawił, że uważali się za uprawnionych do rządzenia „tym narodem”.

Pycha wyrosła z niesłychanych, niczym nie uzasadnionych karier „w tym kraju” sprawiła, że po raz kolejny zamierzali rozprawić się z „polskimi ciemniakami” i raz jeszcze stanąć za sterem. Czyż można się dziwić, że tę butę, pychę i żądzę władzy młodzi raczkujący, żyjący za żółtymi firankami (tak nazywano w tamtych czasach sklepy i domy dla uprzywilejowanych), przejęli po ojcach i starszych braciach? W miarę jak spadało zaufanie do Gomułki, rosło społeczne niezadowolenie, zwiększała się już nie nadzieja, ale pewność powrotu tych, których Gomułka od władzy usunął, zarówno w 1956 roku, jak i w latach późniejszych. Ich grono stale rosło. Jeszcze na fali październikowego wrzenia usunięty został ze stanowiska I sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR, ekwilibrysta polityczny, Stefan Staszewski. Nie był jedynym z grona skrajnych, stalinowskich aparatczyków partyjnych, którzy bardzo długo i stanowczo przeciwstawiali się rehabilitacji odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego w PZPR i powrotu do czynnego życia politycznego Gomułki i gomułkowców.

Gdy okazało się to nieuchronne, z dnia na dzień, jak wszyscy Puławianie, został żarliwym demokratą, gomułkowcem, odnowicielem. Nawet niebywale wspaniałomyślny w stosunku do stalinowców Gomułka uznał jednak, że co za dużo to niezdrowo i przepędził Staszewskiego. Po kilku latach z Biura Politycznego i sekretariatu KC PZPR usunięty został Jerzy Morawski, kreowany przez Puławian na pierwszego po Zambrowskim, a wkrótce potem na pierwszego, po planowanym usunięciu Gomułki. Rozpuszczane w różnych warszawskich salonach wieści głosiły, że prawdziwym twórcą Października i Wielkiego Przełomu był nie Gomułka, jego towarzysze i zwolennicy, nie mówiąc o czymś tak „nieistotnym”, jak bunt poznańskich robotników, lecz właśnie on, Jerzy Morawski.

Ten sam typ rozumowania i ta sama bezczelna hucpa powtórzyły się po marcu 1968, gdy to samo towarzystwo kreowało na bohaterów narodowych Karola Modzelewskiego, Jacka Kuronia, Adama Michnika, Seweryna Blumsztajna, Jana Lityńskiego i innych Komandosów. Tak jak na karty historii Polski wciskano Jerzego Morawskiego jako twórcę Października, tak Komandosów przedstawiano jako mózg i siłę sprawczą polskiego Sierpnia 1980. I niech ktoś powie, niech ośmieli się powiedzieć, że to nieprawda, szalbierstwo i oszustwo. Niech ktoś zaprzeczy, że w historii Polski to nie Żydzi byli drożdżami postępu, twórcami wszelkich pozytywnych przemian. Będzie to niewątpliwie ohydny, zoologiczny, polski antysemityzm. Tak właśnie przez wiele lat przedstawiano usunięcie z kierownictwa „przewodniej i kierowniczej siły”, Jerzego Morawskiego.

A prawda była taka, że Jerzy Morawski padł w wyniku, nieustannie od narodzin PRL trwającej, walki między narodowym a internacjonalnym, czyli anty-narodowym skrzydłem w ruchu komunistycznym. Suponowanie, że Gomułka usunął Morawskiego dlatego, że był on Żydem jest żałośnie śmieszne i głupie, tak jak w ogóle oskarżanie Gomułki o antysemityzm. Gomułka mimo naturalnych więzi z byłymi PPR-owcami oraz AL-owcami i zrozumiałej awersji do ekipy stalinowskiej długo manewrował między Puławianami a Partyzantami. Poczynając od ugody z Puławianami kosztem Natolińczyków, tworzenia własnego zaplecza kadrowego w aparacie partyjnym i państwowym aż do limitowanego, ale jednak wspierania nowej siły, Partyzantów, Gomułka zawsze starał się utrzymywać równowagę sił w rządzącej elicie. Dowodów na to jest mnóstwo. Wymieńmy niektóre z nich. Przez osiem lat po Październiku wódz Partyzantów Mieczysław Moczar pozostawał na stanowisku wiceministra Spraw Wewnętrznych. Utrzymywał Gomułka w składzie KC takich zaciekłych ludzi Kominternu, jak Leon Kasman czy Eugeniusz Szyr, nie mówiąc o czołówce Puławian. Gdyby Gomułka chciał pozbyć się Puławian definitywnie i ostatecznie, wystarczyło odpowiedzieć pozytywnie na powszechne oczekiwania Polaków w tym względzie. Gomułka nie chciał rozliczać i na pewno nie wynikało to z jego „miłosierdzia”. Nie chciał rozliczeń, bo w roku 1956 bardziej obawiał się Natolińczyków, niż obciążonych zbrodniami stalinowskimi Puławian.
(...)

Rozdział 3
Blitzkrieg i V kolumna

O świcie dnia 5 czerwca 1967 roku, doskonale wyszkolona i wyposażona w najnowocześniejsze środki prowadzenia wojny armia izraelska uderzyła na trzy kraje arabskie: Egipt, Syrię i Jordanię. O godz. 8.30 rzecznik armii izraelskiej przekazał dziennikarzom następujące oświadczenie:
Od rana toczą się ciężkie walki na południowym froncie pomiędzy lotnictwem Egiptu a naszymi siłami, które przystąpiły do akcji w celu powstrzymania napastników.

Świat wstrzymał oddech. Wszyscy ludzie na globie wiedzieli, że za Izraelem stoi potęga Stanów Zjednoczonych Ameryki a kraje arabskie wspierane są przez państwa Układu Warszawskiego. Wszyscy wiedzieli, że w Egipcie jest nie tylko radziecka broń, ale także liczni radzieccy specjaliści wojskowi. Groźba globalnej konfrontacji zawisła nad światem. Oświadczenie rzecznika izraelskiej armii wielu ludzi na świecie uznało za prawdziwe: Arabowie napadli na Izrael. Szybko jednak bezczelne kłamstwo zostało zdemaskowane przez licznych korespondentów ze Wschodu i Zachodu. To nie Arabowie napadli na Izrael, lecz armia Izraela napadła na arabskich sąsiadów. Nie był to pierwszy akt agresji żydowskiego państwa przeciwko Arabom. Wojna arabsko-izraelska trwała od początku istnienia państwa Izrael, czyli od 1948 roku.

Na mocy decyzji ONZ na terytorium Palestyny miały powstać dwa państwa: izraelskie i palestyńskie. Państwo palestyńskie nie powstało do dziś. Milionowe masy Palestyńczyków koczują od pół wieku w sąsiednich krajach arabskich, w niezwykle trudnych warunkach, pozbawione prawa do swych domów, swej ziemi, swej od tysięcy lat, Ojczyzny.

Atak izraelski na kraje arabskie miał dwa cele: Po pierwsze - rozszerzyć w drodze ekspansji terytorium Izraela. Po drugie - zdruzgotać armie arabskie w takim stopniu, aby na długo nie mogły one wesprzeć siłą roszczeń Palestyńczyków. Obydwa te cele Izrael osiągnął. Wojna arabsko-izraelska znana jest do dziś jako wojna sześciodniowa. Nosi ona także inną nazwę „izraelski blitzkrieg”. Ten znany z historii II wojny światowej niemiecki termin był w Izraelu, i w prasie żydowskiej na świecie, często i z dumą używany. Państwo Izrael osiągnęło też cel trzeci. Blitzkrieg wywołał niesłychany, nie notowany w dziejach żydostwa wybuch radości, dumy z militarnej siły Izraela, z podboju rozległych terytoriów arabskich. Można by tę radość i dumę zrozumieć i akceptować, gdyby prawdą było to co w dniu agresji pisał premier Izraela Lewi Eszkol do premierów państw utrzymujących stosunki dyplomatyczne z Izraelem, w tym także do premiera PRL.

Obciążył on Arabów odpowiedzialnością za wybuch wojny, metodą tak dobrze znaną Polakom, i nie tylko Polakom, z wystąpień Hitlera w 1939 roku: To nie napastnicy są winni, że wybuchła wojna, lecz ofiary napaści. W Polsce wojna bliskowschodnia przyjęta została z uczuciami rzec można mieszanymi. Przeciętny Polak o Izraelu i sytuacji na Bliskim Wschodzie wiedział bardzo niewiele. Reglamentowane informacje były w odniesieniu do tego regionu bardzo skąpe. W miarę jednak jak armia izraelska parła naprzód, polskie środki masowej informacji dostarczały coraz więcej wiadomości o prawdziwym przebiegu wydarzeń, jego przyczynach i możliwych do przewidzenia skutkach.

Wzrosło zaniepokojenie Polaków. Relacje polskich robotników pracujących na budowach w Egipcie o bestialstwach soldateski izraelskiej wobec ludności podbitych terytoriów arabskich, wstrząsnęły polską opinią publiczną. W tej sytuacji zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem zostało przez Polaków przyjęte ze zrozumieniem. Zgodnie z odwieczną Polską tradycją za wolność waszą i naszą. Zaskoczeniem dla większości Polaków była nie tyle manifestacja poparcia dla Izraela ze strony środowisk żydowskich w Polsce, ale erupcja żydowskiego szowinizmu wśród Żydów należących do elity partyjnej i państwowej PRL. Puławianie jeszcze tak niedawno, bo w okresie Października 1956, prezentujący się Polakom jako polscy patrioci, zwolennicy socjalizmu z ludzką twarzą, nagle zademonstrowali swoje uwielbienie dla najbardziej zmilitaryzowanego, agresywnego i rasistowskiego państwa, jakim niewątpliwie był Izrael.

To nie tylko wielki pianista Artur Rubinstein na klęczkach witał się z Mosze Dajanem, to wielu, można zaryzykować twierdzenie, większość Żydów na świecie, w tym także w Polsce, klęczała przed jednookim wodzem napastniczych hord Izraela. Czy byli inni Żydzi? Oczywiście, że byli. Wielu nie uległo psychozie triumfującego szowinizmu. Wielu rozumiało, że ta wojna ustokrotni nienawiść Arabów do Izraela, że Izrael będzie musiał żyć otoczony tym oceanem nienawiści i nie zazna spokoju przez dziesięciolecia, może przez wieki. Jednakże ci „sprawiedliwi wśród diaspory” milczeli sparaliżowani siłą szowinizmu swych współbraci. Zerwanie przez Polskę stosunków dyplomatycznych z Izraelem wywołało w kręgach żydowskich wielbicieli Izraela w Polsce gwałtowny sprzeciw. Wyrażał się on nie tylko manifestacyjnym świętowaniem izraelskiego zwycięstwa, ale także bezpardonowymi atakami na władze PRL i osobiście na Władysława Gomułkę. W tej antygomułkowskiej kampanii aktywnie uczestniczyło wielu Żydów pełniących wysokie funkcje w PZPR, administracji państwowej, w prasie, radiu i TV a także wyższych oficerów i generałów Wojska Polskiego.

Tego ani Gomułka, ani nikt z jego najbliższego otoczenia, się nie spodziewał. Reakcja Gomułki była szybka i ostra. Na Kongresie Związków Zawodowych w dniu 19 czerwca 1967 roku, a więc w dwa tygodnie po napaści Izraela na kraje arabskie, Gomułka omówił kwestię gwałtownego zaostrzenia się sytuacji międzynarodowej i zagrożenia - jak się wyraził - pokoju światowego w wyniku agresji Izraela przeciwko krajom arabskim. Oto jak relacjonuje wystąpienie Gomułki Kazimierz Kąkol w wydanej w 30. rocznicę wydarzeń marcowych książce.
Marzec 68 inaczej.
Nawiązując do przeszłości przypomniał historię powstania państwa Izrael i dokonał analizy przebiegu wojen izraelsko-palestyńskich na Bliskim Wschodzie. Zdecydowanie potępił reakcyjną, agresywną i antyarabską politykę kół rządzących Izraela akcentując odpowiedzialność imperializmu amerykańskiego za poparcie dla ekspansjonistycznych dążeń syjonistów izraelskich. Na tym tle przedstawił źródła i naświetlił międzynarodowe konsekwencje ostatniej agresji wojennej Izraela. Omówił reakcję na tę agresję w środowiskach Żydów - obywateli polskich. Nasza partia - oświadczył Wł. Gomułka - stoi na stanowisku, iż „każdy obywatel Polski powinien mieć tylko jedną ojczyznę - Polskę Ludową”. Podkreślił, iż władze PRL traktują jednakowo wszystkich obywateli bez względu na ich narodowość. Każdy obywatel korzysta z równych praw i na każdym ciążą jednakowe obowiązki. Stwierdził, iż olbrzymia większość polskich obywateli narodowości żydowskiej służy wiernie Polsce Ludowej. Jednocześnie wskazał jednak, iż środowiska syjonistyczne w Polsce akceptują zbrojną agresję Izraela na kraje arabskie. „Nie możemy - mówił Wł. Gomułka - pozostać obojętni wobec ludzi, którzy w obliczu zagrożenia pokoju światowego, a wiec również bezpieczeństwa Polski opowiadają się za burzycielami pokoju i za imperializmem”. W konkluzji stwierdzał: „Niech ci, którzy odczuwają, że słowa te skierowane są pod ich adresem - niezależnie od ich narodowości - wyciągną z nich właściwe dla siebie wnioski”.

Zawarta w przemówieniu Władysława Gomułki teza o istnieniu w Polsce „syjonistycznej piątej kolumny”, która rozległa się przez głośniki zainstalowane w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki, nie została umieszczona w drukowanych tekstach tego wystąpienia.
Kazimierz Kąkol nie pisze, że przemówienie Gomułki doprowadziło znaczną część żydowskiej diaspory w Polsce do stanu wrzenia, że w sukurs swoim pospieszyły żydowskie mass media na świecie, że zagotowało się w świętym oburzeniu na ten „niesłychany atak antysemityzmu” Radio Wolna Europa. Tysiące propagandowych wyrzutni rakietowych bluznęło na Polskę ogniem nienawiści, oszczerstw i złorzeczeń.

Oto jeden z tysięcy przykładów tej bezprecedensowej kampanii oszczerstw w wykonaniu Szymona Wiesenthala:
„Liczba owych uratowanych (Żydów polskich - przyp. aut.) jest zdecydowanie znikoma w porównaniu z liczbą Żydów, którzy mogli uciec z obozów koncentracyjnych lub gett, gdyż, ci którym udało się zbiec byli schwytani przez polską ludność i przekazywani Niemcom. Także niewielu Żydów uratowało się na aryjskich papierach. Polacy po zidentyfikowaniu wydawali ich w ręce gestapo. Stawka pieniężna za głowę jednego Żyda wynosiła wtedy 100 złotych i litr wódki. Polacy zawsze chętnie pili wódkę...”

Pisał to człowiek, który został uratowany przez Polaków, który doskonale wiedział, że nawet za najmniejszy gest miłosierdzia w stosunku do Żydów na terenie okupowanej, walczącej, broczącej krwią Polski groziła śmierć. Pisał to człowiek znający okupacyjne realia i wiedzący, że olbrzymia większość Żydów polskich nie znała języka polskiego, nie umiała i nie mogła ukryć się wśród Polaków ze względu na swą odmienność w sposobie bycia, ubierania się, zachowania i w końcu wyglądu zewnętrznego.

Pisał to Żyd, który doskonale wiedział, że w warunkach okupacyjnych w Polsce ukrycie ponad trzymilionowej masy Żydów było kompletnie nierealne. Pisał to Żyd, który doskonale wiedział, że na uratowanie jednego życia żydowskiego składała się wielokrotnie, bezprzykładna ofiarność, bezgraniczne poświęcenie i heroizm wielu, często kilkudziesięciu Polaków. Wiedział też, że wielu Polaków, do dziś niepoliczonych, oddało życie za ratowanie życia żydowskiego. Tego człowieka przyjmuje się w wolnej, suwerennej, demokratycznej Polsce z honorami, nieomal na klęczkach. Prezydent RP Lech Wałęsa temu człowiekowi nadaje oficerski krzyż Polonia Restituta a Hanna Suchocka wygłasza do Wiesenthala czołobitne przemówienie emitowane w polskiej TV.

Podobnie czołobitnie przyjmowano autora wstrętnych kalumni antypolskich Jerzego Kosińskiego, Henryka Grynberga i wielu innych. Jak to się dzieje? Jak to w ogóle jest możliwe? To prawda, że nie pamiętamy tamtych czasów, a wielu z nas nie pamięta również marca 1968 roku. Ale przecież są wśród nas nasi ojcowie, dziadkowie, którzy pamiętają i lata czterdzieste i pięćdziesiąte i sześćdziesiąte. Ukazało się już wiele publikacji na ten temat. Dostępne są źródła. Można w końcu sięgnąć do gazet i czasopism z 1968 roku i znaleźć tam nie tylko publikacje odnoszące się do tzw. wydarzeń marcowych. Jedną z ważnych spraw marca 68 było przyzwolenie władz, aby dziennikarze polscy bronili dobrego imienia, honoru i godności polskiego narodu, bronili prawdy przed potokami brudnych oszczerstw. Trzej wyżej wymienieni Żydzi przeżyli zagładę dzięki ofiarności, poświęceniu i odwadze Polaków.

Takich uratowanych było kilkaset tysięcy. Wielu umarło, ale wielu żyje jeszcze. Dlaczego nie dają świadectwa prawdzie? Tylko nieliczni występują przeciw fali kłamstw i nienawiści. Ale właśnie dlatego, że mają odwagę świadczenia prawdy, że zachowali w sercach miłość i wdzięczność, nie tylko w stosunku do swych bezpośrednich wybawców ale, także do narodu, który przez wieki przyjmował tułaczy z całej Europy, który w najstraszniejszym okresie swej historii wykazał tyle niezłomnego hartu ducha, że sam broniąc się przed biologiczną zagładą ratował swych żydowskich współziomków, tym nielicznym należy się nasza szczera, serdeczna pamięć i uznanie.

Szymon Wiesenthal publikował w 1968 roku listy antysemitów polskich. To samo czynił Jerzy Giedroyć, który nie bardzo może się zdecydować czy jest Polakiem, Litwinem czy Białorusinem. Nikt nie ośmielił się powiedzieć, że pisarzom i intelektualistom, którzy w roku 1968, gdy po raz pierwszy w historii PRL powstała możliwość obrony ojczyzny w ojczyźnie, podjęli to dzieło, należą się słowa uznania a nie potępienia. Ten aspekt wydarzeń marcowych jest przez większość piszących o marcu 68 pomijany, przemilczany lub ukazywany w krzywym lustrze antysemityzmu.

Podobnie przemilczane są nieliczne głosy sprawiedliwych wśród żydowskiej diaspory i w Izraelu. Telewizja Polska dysponuje materiałami o wielkiej wartości historycznej, odnoszącymi się do tej kwestii, których nie emituje w ogóle lub emituje raz na dziesięciolecia. Lewica polska i ta postpezetperowska i ta antypezetperowska prześcigają się w filosemityźmie. Prawica, która chce za wszelką cenę zdjąć z siebie odium antysemityzmu, zarzuca, antysemityzm właśnie PPR-owcom, AL-owcom, PZPR-owcom. Nawet byli NSZ-towcy strzelają do komunistów z antysemickiej armaty. Zabawny to pokaz głupoty i tchórzliwego zakłamania. Zabawny czy bardzo smutny? W czerwcu 1967 przemawiając na Kongresie Związków Zawodowych Władysław Gomułka nie dotykał kwestii stosunków polsko-żydowskich. Piętnował postawę części środowiska żydowskiego w Polsce za brak lojalności wobec PRL, za poparcie agresji Izraela na kraje arabskie, za rozpętanie kampanii przeciwko decyzji władz PRL zerwania stosunków z państwem Izrael.

To wystarczyło, aby szowiniści żydowscy w Polsce, owa piąta kolumna syjonistyczna, oraz środowiska żydowskie na świecie zaatakowały nie tylko Gomułkę, rząd PRL i PZPR, ale aby wzmogły trwającą od zakończenia wojny propagandę antypolską, aby rozpętały dziką antypolską nagonkę, w której wszystkie chwyty były dozwolone. Na ławie oskarżonych obok Kościoła Katolickiego i Armii Krajowej posadzono także PZPR, a ściśle mówiąc większość tej partii, która mimo wszystko nie poddała się wynarodowieniu, nie wyrzekła się swej narodowej tożsamości. Przy całym głęboko uzasadnionym krytycyźmie wobec tej partii nie wolno nie dostrzegać w niej tego nurtu narodowego, patriotycznego, który w chwilach największych prób szedł z narodem a nie przeciw niemu. W marcu 1968 mimo rosnącego krytycyzmu wobec Gomułki i jego ekipy, ogromna większość PZPR-owców, mając do wyboru Gomułkę czy Zambrowskiego lub Morawskiego, nie miała żadnych wątpliwości popierając Gomułkę.

Zdecydowana większość członków PZPR uznała, że przeciwstawiając się V kolumnie, broniąc honoru i godności narodu nie dopuszczając do recydywy stalinizmu, nie dopuszczają do krwawego Budapesztu. To nieoczekiwane wzmocnienie pozycji Gomułki nie mogło ujść uwagi Puławian. Po przemówieniu Gomułki na Kongresie Związków Zawodowych, frakcja Puławian wywarła na Gomułkę niesłychaną presję grożąc mu wybuchem polskiego nacjonalizmu i antysemityzmu, a w ślad za tym nieprzyjazną Polsce reakcją Wschodu i Zachodu. Groźby te musiały wywrzeć na Gomułce wrażenie, skoro zgodził się usunąć ze swojego przemówienia cytat określający syjonistów w Polsce mianem piątej kolumny. Nie na wiele się to zdało. Walka między Partyzantami a Puławianami weszła w nowe stadium, stała się walką między narodowcami, w tym również narodowymi komunistami a lobby nacjonalistów żydowskich, których od wspomnianego wystąpienia Gomułki nazywano, nie zawsze trafnie, syjonistami. Na marginesie warto tu odnotować wcale nie marginalny fakt iż w czerwcu 1967 roku wrzenie polityczne zaczęło ogarniać Czechosłowację. Ujawniła się opozycja polityczna, która wśród wielu pięknych haseł i słusznych postulatów zaatakowała władze CSRS za antysemityzm. Uznanie tej zbieżności wydarzeń w Polsce i Czechosłowacji za przypadkowe, było by szczytem naiwności. Obydwa państwa były członkami Paktu Warszawskiego i RWPG. W obydwu rządy sprawowały partie marksistowsko-leninowskie. Jednakże między Polską a Czechosłowacją i pozostałymi krajami obozu socjalistycznego istniały też - i po roku 1956 pogłębiały się - istotne różnice. Polski Październik był powrotem do tzw. polskiej drogi do socjalizmu. Zrezygnowano z kolektywizacji wsi wspierając sektor prywatny w rolnictwie. Ograniczono w znacznym stopniu wszechwładzę służb specjalnych, powstrzymano walkę z religią, zliberalizowano przepisy paszportowe. Można uznać, iż nastąpiła daleko niewystarczająca ale jednak nastąpiła, destalinizacja. Żaden inny kraj ludowej demokracji, poza Węgrami, nie miał swego Października. Węgry zaś w wyniku Października 1956 poniosły straszną klęskę.

Brocząc krwią zostały spacyfikowane przez Armię Czerwoną. Trafny więc był popularny w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dowcip określający Polskę jako „najbardziej wolny barak w obozie”. Różnice między Polską a Czechosłowacją w 1967 roku sprawiły, że zupełnie inaczej zafunkcjonowały identyczne zapalniki uruchomione w czerwcu i po czerwcu 1967 roku w obydwu krajach. Gomułka pamiętał powszechny entuzjazm Polaków w okresie Października. Pamiętał śpiewaną mu przez tłumy pieśń „Sto lat... niech żyje nam”, która w tamten czas niezwykły stała się nieomal drugim narodowym hymnem. Trwał w przeświadczeniu, że owa pieśń brzmi dalej, że Polacy wierzą mu i popierają go. W nieodległym czasie miał się przekonać, jak bardzo się mylił. Jednakowoż w burzliwym okresie przełomu lat 1967-1968 kapitał zaufania z jakim Gomułka w 1956 roku rozpoczynał swoją „drugą kadencję” nie wyczerpał się jeszcze zupełnie. Jeszcze żyła pamięć o tym co było przed 1956 i jak bardzo różniło się to od rzeczywistości po Październiku. Mimo wielu rozczarowań, mimo coraz bardziej widocznej stagnacji, mimo nowych błędów i wypaczeń. Jeśli Puławianom udało się pozyskać dla swych knowań nieco zwolenników, to zawdzięczają to nie tylko wyczerpywaniu się kapitału zaufania do Gomułki, ale także cenzurze, która miała ochraniać władzę przed krytyką, a jeszcze bardziej niż władzę ochraniała jej wrogów Puławian, nawróconych i nagle zdemokratyzowanych stalinowskich satrapów, ich pisarzy, filmowców, naukowców i dziennikarzy. To cenzura chroniła tych ludzi przed demaskacją, przed prawdą jakże dla nich groźną. To dzięki cenzurze mogli prezentować się jako reformatorzy tacy ludzie, jak Zambrowski, Morawski, Matwin, Werfel, Staszewski, Schaff, Brus, Bauman.

To dzięki łasce Gomułki i ochronie cenzury mogła atakować go w dniu 27 czerwca 1967 roku na zebraniu partyjnym w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR pułkownik Helena Wolińska, była prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej z okresu stalinowskiego, współmorderczyni generała Emila Fieldorfa „Nila” i nie tylko jego. Ta Brystygierowa Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która przecież zawdzięczała swą wolność i bezkarność tylko zablokowaniu przez Gomułkę rozliczenia zbrodni stalinowskich, miała tyle tupetu, że ośmieliła się zarzucić Gomułce antysemityzm. W tym samym czasie jej mąż profesor Włodzimierz Brus, były politruk LWP, patronował na Uniwersytecie Warszawskim akcjom Komandosów. To już nie były zakulisowe przepychania. To była otwarta walka. W roku 1967 usunięto z wojska ponad dwustu generałów i wyższych oficerów pochodzenia żydowskiego zajmujących ważne stanowiska w aparacie centralnym Ministerstwa Obrony Narodowej i Sztabie Generalnym. Departament Kadr MON postulował zwolnienie w roku 1968 około 2000 oficerów, w tym 17 generałów i 180 pułkowników pochodzenia żydowskiego, którym zarzucano postawy proizraelskie, a w wielu wypadkach jednoznacznie antypolskie. W tym miejscu odnotować trzeba, że w październiku 1967 roku usunięto ze stanowiska naczelnego redaktora „Trybuny Ludu” Leona Kasmana.

Tego samego Kasmana, który wiosną 1944 roku zrzucony został na terenie Lubelszczyzny w celu podporządkowania PPR Centralnemu Biuru Komunistów Polski w Moskwie. Tego Kasmana, który wysłał do Moskwy donos na Moczara stwierdzając, że jest on prowokatorem i domagając się zgody na jego likwidację. Wyroku Moskwy nie udało się wtedy Kasmanowi wykonać. Znamienne, że Gomułka, mimo iż wiedział o Kasmanie wszystko, godził się na to, aby był on członkiem KC PPR a także akceptował go na stanowisku naczelnego redaktora „Trybuny Ludu” i członka KC PZPR. Aż do roku 1967, ten zaciekły wróg Gomułki i w ogóle Krajowców, w tym zwłaszcza Moczara, był nie do ruszenia. Nie ruszył go nawet Październik. Dopiero po czerwcowa fala 1967 roku unicestwiła jego nietykalność. Nie uczyniono mu zbyt wielkiej krzywdy. Został wiceprezesem Narodowego Banku Polskiego. W grudniu 1967 roku odwołano ambasadora PRL w Moskwie, człowieka Puławian, Edmunda Pszczółkowskiego. Wiele wskazuje na to, że czystki w wojsku, pozornie drobny, ale jednak znamienny fakt usunięcia wiernego sługi Kremla Kasmana, oraz odwołanie Pszczółkowskiego zostało potraktowane w niektórych kręgach Kremla jako przejaw polskiego nacjonalizmu. Lobby żydowskie w Moskwie komentowało wydarzenia w Polsce w ten sposób, że polski nacjonalizm jest nie tylko antysemicki, ale także tradycyjnie antyrosyjski. Dalsze wydarzenia zaostrzą te oceny Kremla i w sposób znaczący przyczynią się do tragicznego upadku Gomułki w grudniu 1970 roku.

Czystka w wojsku gwałtownie przyśpieszyła wydarzenia w Polsce. Konfrontacja była nieunikniona. W kręgu Puławian, wśród starych Komandosów, nikt już nie miał żadnych wątpliwości, że Gomułki nie da się ani zastraszyć, ani pozyskać. Wniosek: Gomułkę, a wraz z nim jego ekipę, trzeba usunąć.
(...)

Rozdział 5
Emigranci

Od bez mała trzydziestu lat sprawa ta jest jednym z głównych argumentów szowinistów żydowskich przeciwko Polsce, kluczowym dowodem na „odwieczny, zoologiczny, polski antysemityzm”. Każdego roku postkomandosi, postpuławiame, znaczna część żydostwa polskiego w kraju i na świecie, z większym lub mniejszym rozgłosem, obchodzi rocznicę marcowej awantury jako dzień sławy i chwały, a także dzień żałoby i cierpienia. Czytając publikacje Komandosów i ich filosemickich chwalców, można odnieść wrażenie, że 8 marca 1968 roku jest jedną z najważniejszych lub wręcz najważniejszą datą w powojennej historii Polski. Niektórzy z apologetów marcowej rewolty dochodzą do tak obłąkańczo śmiesznych wniosków, że ośmielają się porównywać to wydarzenie do powstań narodowych i domagają się umieszczenia go w panteonie narodowej chwały. Narodowej? Chwały? Komentarz jest tu chyba zbyteczny. Inaczej trzeba jednak potraktować ową żałobę i cierpienie. Jeśli Polskę opuszczali wówczas Żydzi, którzy w rewolcie nie uczestniczyli ani jej nie popierali, na których nie ciążył uzasadniony zarzut udziału w bolszewickim zniewoleniu Polski, zwłaszcza działań zbrodniczych, przestępczych, Żydzi, którzy wyjeżdżali z Polski z żalem w sercu i naprawdę czystym sumieniem, to nad tym zwykłym, ludzkim żalem i bólem trzeba pochylić się z głębokim, ludzkim współczuciem. Ilu takich ludzi było wśród wyjeżdżających? Tego niestety nikt nie próbował policzyć. Apologeci marcowej rewolty twierdzą, że wszyscy wyjeżdżający byli niewinnymi ofiarami antysemityzmu, że zostali z Polski wyrzuceni. Zatrzymajmy się nad tym twierdzeniem.

Badając sprawy marca 1968 roku i jego konsekwencji szukałem jakiegokolwiek dowodu, że ktokolwiek z ówczesnych emigrantów został do wyjazdu, zmuszony. Ani w relacjach ludzi czynnych wówczas po obu stronach, ani w dokumentach na taki przypadek nie natrafiłem. Wiem, że byli ludzie, którzy zostali usunięci z zajmowanych stanowisk, usunięci z PZPR, że niektórym zablokowano paszporty, które przed 1968 rokiem otrzymywali zawsze bez najmniejszych przeszkód. Rozumiem, że we własnym odczuciu ludzie ci mogli czuć się szykanowani. Nawet pozbawienie paszportu, który dla ogromnej większości Polaków był nieosiągalnym marzeniem, mogli odczuć niejako zrównanie w prawach (lub bezprawiu), lecz jako szczególne udręczenie i niezasłużone represje.

Nie zmienia to w niczym faktu, że nikt dotychczas nie zaprezentował przypadku „wyrzucenia” Żyda z Polski ani w marcu 1968 roku, ani w którejkolwiek z poprzednich emigracji po II wojnie światowej. Kazimierz Kąkol w cytowanej już książce „Marzec 68 inaczej” publikuje liczby emigrantów żydowskich według danych Międzynarodowego Biura Pracy. Wynosiły one:
w roku 1946 - 5800 osób
w roku 1947 - 7700 osób
w roku 1948 - 32200 osób
w roku 1950 - 26500 osób
w roku 1951 - 3500 osób
w roku 1952 - 600 osób
w roku 1953 - 200 osób
w roku 1954 - 300 osób
w roku 1955 - 400 osób
w roku 1957 - 25500 osób

Komentując te dane Kąkol pisze:
Emigracja lat 45-48 była nielegalna acz tolerowana. Emigracja 1948-1951 odbywała się w zorganizowanych transportach. Biuro Polityczne KC PPR stwierdziło 28 maja 48 roku, że wyjazd PPR-owców do Palestyny dla walki o państwo żydowskie nie stoi w sprzeczności z ideologicznymi zasadami członków naszej partii (...). Partia nie zaleca i nie organizuje wyjazdów okazując jedynie indywidualne poparcie tym towarzyszom, którzy zdecydują się wyjechać.

Według danych Żydowskiego Instytutu Historycznego, tylko w drugiej połowie 1945 roku, wyjechało z Polski około 25-30 tysięcy Żydów. Według tego samego źródła do końca lipca 1946 roku przybyło do Polski z terenu ZSRR 136 tysięcy Żydów obywateli polskich. Ludność żydowska w Polsce, według danych ŻIH, osiągnęła latem 1946 roku od 216 do 259 tysięcy osób.  Pod koniec 1949 roku, a więc w pierwszym roku koszmaru stalinizmu, wyjechało z Polski 27,5 tysiąca Żydów. Rzecz znamienna, że wyjeżdżający wówczas otrzymywali dokument podróży, którego otrzymanie oznaczało rezygnację z polskiego obywatelstwa. Więc nie Moczar ani Gomułka wynaleźli te przepisy emigracyjne dla Żydów, lecz Jakub Berman, Stanisław Radkiewicz, Roman Romkowski, Mieczysław Mietkowski... I nikt nie protestował! Nikt nie mówił o antysemityźmie. Dokładnych liczb żydowskich emigrantów z Polski chyba nigdy nie uda się ustalić, podobnie jak nigdy zapewne nie uda się ustalić liczby Żydów obywateli polskich, którzy ocaleli z zagłady na terenie okupacji niemieckiej. Różne źródła podają liczby od 80 do 300 tysięcy. Według niektórych badaczy liczby te są bardzo zaniżone, a faktycznie ocalonych było około pół miliona. Według ŻIH tylko do lutego 1947 roku i tylko za pośrednictwem Koordynacji Syjonistycznej tzw. Birchy wyjechało z Polski 140 tysięcy Żydów. W marcu 1949 roku Centralny Komitet Żydów Polskich przeprowadził rejestrację Żydów w Polsce. Ich liczba wynosiła wówczas 110 tysięcy osób.

Jeśli więc do 1947 roku wyjechało 140 tysięcy, a w 1949 roku było 110 tysięcy oznacza to, że w sumie w roku 1946 było ich w Polsce około 250 tysięcy. Dane te są na pewno także bardzo zaniżone, ponieważ wielu Żydów z różnych powodów nie rejestrowało się. Przede wszystkim nie rejestrowała się większość żydowskich komunistów, a tych gwałtownie po wojnie przybywało. Dane pochodzące ze źródeł żydowskich są często wzajemnie sprzeczne. Oto np. przywoływany wyżej „Biuletyn ŻIH” w artykule Piotra Wróbla pt.: „Migracja Żydów polskich. Próba syntezy” pisze, że w okresie od 1948 do końca 1950 roku przybyło do Izraela 106 125 polskich Żydów. To samo źródło podaje, że w latach 1945-1956 Stany Zjednoczone przyjęły 160 tysięcy Żydów z Polski. W tym samym okresie wyjechało ich do Kanady około 12 tysięcy, do Australii około 15 tysięcy i do Ameryki Łacińskiej około 30 tysięcy. Razem wszystkie wymienione kraje przyjęły w latach 1945-1956:  323 125 Żydów polskich. Trudno się w tych różnych liczbach połapać, ale jedno jest pewne, że liczba ocalonych z zagłady Żydów polskich była znacznie wyższa niż podawały to zarówno źródła żydowskie, jak i polskie. (...)

Posłowie
(...) „Towarzysze żydowscy” nigdy nie zapomnieli Gomułce tej jego postawy. Nie tylko w tragicznym okresie stalinizmu ale przez wszystkie lata jego życia. Po śmierci zresztą także. Po aresztowaniu nie załamał się, nie wyparł się swoich poglądów i swoich ideałów. Mimo krwawego Grudnia 1970 roku i mimo wszelkich ciężkich błędów i jego win wobec narodu nie wolno o tej jego postawie zapomnieć. Za to, że w czasach dla powojennej Polski najstraszniejszych, miał odwagę i hart ducha bronić jej prawa do niezależności, należy mu się nasza sprawiedliwa pamięć. Praw Polski - to prawda, że z woli możnych tego świata bardzo ograniczonych - bronił Władysław Gomułka także przed wrogą Polsce mafią szowinistów żydowskich, przed Bermanem, Mincem, Zambrowskim, Brystigierową, Romkowskim, Mietkowskim, Świetlikiem, Hubnerem, Czaplickim, Fejginem, Różańskim, Wolińską, Karlinerem... Bronił Polski, bronił narodowych interesów Polaków, zarówno w 1948 jak też w 1968 roku. Właśnie dlatego tak bardzo jest znienawidzony przez kolejne pokolenia następców Bermana, Minca, Zambrowskiego... Właśnie dlatego poniewierają i znieważają właśnie jego a nie Bieruta, Bermana, Minca, Zambrowskiego, Ochaba...

Dlatego, że mimo ślepej wręcz wiary w świetlaną przyszłość komunizmu, nigdy nie przestał być wiernym synem swej Ojczyzny, której się nigdy nie zaparł i nie wyparł i której interes stawiał wyżej niż interes jednej klasy społecznej. Zarówno jego, jak i ludzi z nim związanych, to właśnie, że stawiali najwyżej narodowy interes Polaków, różniło od twórców CBKP i ich następców. Ten podział trwa i trwać będzie jeszcze bardzo długo. Tak długo, jak długo następcy CBKP-owców będą ponawiali próby wytrzebienia Polski z polskości, uczynienia z Polaków anarodowych kastratów. I nie ma znaczenia czy występują w imieniu Wschodu czy Zachodu, czy namawiają nas na socjalizm czy na kapitalizm.

Tak długo, jak nie zaprzestaną dążyć do rządzenia „tym narodem”, tak długo będziemy bronić naszego naturalnego prawa do decydowania o swoim losie. Chciałoby się w tym miejscu powiedzieć: Żydzi polscy! Przestańcie manifestować swoje wybraństwo! Przestańcie obrażać naród, któremu tyle zawdzięczacie na przestrzeni wieków, nieustającymi oskarżeniami o antysemityzm! Czy można bowiem mówić o antysemityzmie w odniesieniu do kraju w którym prezydentem jest Aleksander Kwaśniewski, ministrem spraw zagranicznych Bronisław Geremek, przewodniczącym komisji spraw zagranicznych Czesław Bielecki a polityką zagraniczną w urzędzie Prezydenta kieruje Marek Siwiec? Czy można mówić o antysemityźmie w kraju, w którym tylu Żydów jest posłami, ministrami, ambasadorami, w którym szefem największej gazety jest Adam Michnik, w którym wydaje się kilkanaście różnych periodyków żydowskich, a także wiele czasopism skrajnie filosemickich.

Chciałoby się zapytać Żydów w Izraelu i na świecie:
Czy w żydowskim państwie Izrael byłoby możliwe aby, polityka zagraniczna tego państwa znalazła się w rękach palestyńskiej mniejszości narodowej? Czy w Izraelu możliwe byłoby uzyskanie przez palestyńską mniejszość narodową chociaż kilku procent tego co Żydzi mają w Polsce? Naszą wspólną polską i żydowską tragedią po II wojnie światowej było, że wśród Żydów polskich zabrakło postaci tej miary co Herman Lieberman a w nadmiarze było Bermanów, Minców, Zambrowskich...
Chciałoby się zapytać Żydów polskich:

Gdzie są ci wśród was, którzy po 17 września 1939 roku na Kresach Wschodnich RP oraz w strasznych powojennych latach uratowali choć jedno polskie życie, wtedy gdy tak wielu z was czyniło tak wiele, przeciwko temu polskiemu życiu? Każdy z was, który chociażby usiłował uczynić cokolwiek dla ratowania jednego polskiego życia zasługuje nie tylko na medal „Sprawiedliwego Wśród Żydów Polskich” ale na naszą nie wygasającą wdzięczną pamięć. Czy są tacy wśród was?
Chciałoby się powiedzieć Żydom polskim:

Powściągnijcie swoją pazerność i swoją nieuzasadnioną nienawiść! Jeśli chcecie żyć na tej polskiej ziemi na której od tylu wieków żyli obok naszych przodków wasi przodkowie, nie prowokujcie swą nienawiścią naszej nienawiści. Ani nam, ani wam nie jest ona potrzebna. Czy jednak warto to mówić Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, jego przyjacielowi Adamowi Michnikowi, Janowi Lityńskiemu, Bronisławowi Geremkowi, Krzysztofbwi Toeplitzowi, Aleksandrowi Smolarowi, Jerzemu Morawskiemu, Władysławowi Matwinowi, Józefowi Henowi, Czesławowi Bieleckiemu, Pawłowi Śpiewakowi, Konstantemu Gebertowi, Markowi Grońskiemu, Piotrowi Osęce, Helenie Datner-Śpiewak i tylu, tylu innym? Czy wreszcie coś zrozumieją? Czy zamiast nieustannie rozliczać nas z naszych, jakże wyolbrzymionych grzechów z których my sami w nadmiarze się rozliczamy, dokonają rzetelnej samooceny i uderzą się we własne piersi za winy swoje i swoich współbraci?

Czy znajdzie się choć jeden sprawiedliwy wśród diaspory żydowskiej w Polsce, który powie lżonym, znieważanym i nieustannie obrażanym Polakom: Bracia! Wybaczcie! Czy znajdzie się choć jeden, który powie: Polsko! Wybacz!
Nic na to nie wskazuje. Pewni siebie, przekonani, że opanowali już wszystko w „tym kraju” dyktują nam gdzie mamy prawo stawiać krzyże a gdzie nie, zgłaszają nieustające roszczenia majątkowe, obdzielają się polskimi orderami i smagają nas oskarżeniami o szowinizm i „odwieczny polski antysemityzm”. Zupełnie jak w tamtych, strasznych czasach stalinowskich.
Wróciło stare w nowym, europejskim kostiumie. Wrócił rozbestwiony antypolonizm. Na jak długo?

ANEKS
Oszczerczy Pozew

Do Czytelnika!
Już po oddaniu „Rewolty marcowej” do druku żydowskie, kryptożydowskie i prożydowskie media w USA i na świecie opublikowały pozew jedenastu Żydów złożony w nowojorskim sądzie przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej. Ten najbardziej plugawy antypolski dokument obraża i zniesławia nie tylko Państwo Polskie ale także a może nawet bardziej Naród Polski, wszystkich bez wyjątku Polaków dla których Polska to wielka rzecz a honor i godność Narodu to wartość święta.
 

ligaswiata
 
W Hollywood powstaje superprodukcja o przygodach żydowskiego partyzanta Tewjego Bielskiego. Zagra go odtwórca roli Jamesa Bonda Daniel Craig. Z filmu widzowie nie dowiedzą się jednak, że oddział Bielskiego oprócz tego, że uratował wielu Żydów, jest współodpowiedzialny za śmierć ponad stu Polaków.


plus.google.com/(…)VUNVTtdoUYm…
 

ligaswiata
 
Tekst który muszą przeczytać absolutnie wszyscy, lektura obowiązkowa. Trzeba zrozumieć jeden podstawowy fakt -nienawiśc do chrześcijaństwa oraz jednoczesna fascynacja wszelką magią, kabałą, gematrią, ideą Nowego Wieku i filozofie upatrujące boskośc w człowieku (jawnej herezji dla chrześcijan); wszystko to pochodzi z jednego zródła. Lucyferiańska koncepcja illuminacji ma kilka bardzo ważnych okresów w swojej historii konsolidacji sekt i stowarzyszeń -punktami przełomowymi było nauczanie Sabbataja (XVII wiek) oraz założenie Bawarskich Illuminati (XVIII wiek).

Hugon Hajducki

Sabbataj Ćwi
Zapowiedziane przez św. Jana zbiorowe nawrócenie Żydów jest od dawna wypatrywanym znakiem, potwierdzającym nadejście czasów ostatecznych i rychłą paruzję Chrystusa. Jest to jedna z wielkich tajemnic dotyczących losów całego świata. W jakich jednak okolicznościach nastąpi nawrócenie Żydów? W którym momencie porzucą oni swoje zgubne poglądy o nadejściu narodowego mesjasza, który przyjdzie tylko po to, by stworzyć kolejne ziemskie imperium? Czy będzie to związane z pojawieniem się kolejnego fałszywego mesjasza żydowskiego? Pytania, na które trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, można by mnożyć.

Historia narodu żydowskiego po odrzuceniu i przelaniu krwi Zbawiciela jest historią pogrążania się w religijnych błędach i samouwielbieniu. Wbrew obiegowym poglądom, Żydzi nie pozostali wierni zasadom ortodoksyjnego judaizmu, dzieląc się na liczne i zwalczające się sekty. Do dziś sam judaizm jest zjawiskiem zróżnicowanym, a jego podział na żydowskich ortodoksów i zsekularyzowanych Żydów reformowanych jest bardzo dużym uproszczeniem. Jednym z odłamów dzisiejszego judaizmu (choć część samych Żydów traktuje ten ruch religijny jako heretycką sektę) jest wpływowy i działający do dziś w konspiracji sabbataizm. Warto zapoznać się z poglądami głoszonymi w łonie tej sekty, tym bardziej że zostały one przyjęte przez niektóre dzisiejsze odłamy judaizmu, jak również sekty (najczęściej protestanckie) o charakterze judeochrześcijańskim. Warto z jeszcze jednego powodu: ponieważ sabbataizm jest koncepcją religijną odpowiedzialną za liczne, fatalne w skutkach wydarzenia społeczne i polityczne na świecie dziejące się w ciągu ostatnich 200 lat, a które od XIX wieku przypisywano bez różnicy wszystkim Żydom. Niejednokrotnie sami sabbatajczycy gorliwie pomagali w szerzeniu antyżydowskiej propagandy, aby w ten sposób, łamiąc Prawo, przyśpieszyć osiągnięcie mesjańskiego czasu.

„Bóle porodowe mesjasza”

W obrębie wielu odłamów judaizmu, powstałych już po zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa i zburzeniu drugiej świątyni jerozolimskiej, powszechne były mesjanistyczne nadzieje, ucieleśniane przez kolejnych samozwańczych „mesjaszów”. Odrzucenie Jezusa Chrystusa i uznanie Go przez rabinów za „najgorszego z ludzi” przyczyniło się do powstania coraz bardziej widocznej pustki w teologii judaistycznej, opierającej się na odkupieńczej misji Syna posłanego przez Boga. Pustkę tę próbowano zapełnić, oddając się z pełnym zaufaniem kolejnym krętaczom posługującym się religijną retoryką. Jedną z takich osób — pierwszą tak poważną od czasu antycznego „mesjasza” Szymona bar Kochby — był Sabbataj Cwi (Tzvi, Zvi, Zevi) Szolem, w XVII wieku uznany przez wielu Żydów z diaspory europejskiej za autentycznego, długo oczekiwanego mesjasza.

Sukces religijny nowego „mesjasza” był związany z kilkoma sprzyjającymi nowemu nauczaniu okolicznościami. Pierwszą z nich było nasilenie się w II połowie XVII wieku tendencji mistycznych i mesjanistycznych1 wśród różnych odłamów Żydów, tendencji wyrastających z rosnącej popularności gematrii2 i kabały. Po drugie, skomplikowana i pokrętna teologia Sabbataja była próbą zinterpretowania i wpisania w Boży plan przykrych dla Żydów wydarzeń religijno-politycznych, dziejących się w XVII wieku. Ówczesne dramatyczne koleje historii wspomagały wzrost tendencji mesjanistycznych. Krwawe prześladowania Żydów w czasie powstania Chmielnickiego interpretowano jako „bóle porodowe rodzącego się mesjasza”. Istniał poważny problem z interpretacją przymusowego nawracania Żydów na islam w Imperium Osmańskim oraz na katolicyzm w Hiszpanii, a tymczasem nauczanie i osobisty przykład Sabbataja dawały ówczesnym Żydom jedną z możliwych strategii religijnego usprawiedliwienia swojej apostazji. Ogłoszenie się przez tego pochodzącego ze Smyrny kabalistę długo oczekiwanym „mesjaszem” trafiło w potrzeby diaspory. Po trzecie, elitarne i hermetyczne nauczanie nowego „mesjasza”, niezrozumiałe dla szerokich rzesz żydowskich, znalazło dobrego propagatora w popularnym wśród ludu „proroku” Abrahamie Natanie z Gazy. To on „przetłumaczył” mistyczne koncepcje Sabbataja na język zrozumiały przez masy i rozpropagował je wśród europejskich — początkowo sefardyjskich, a od pewnego momentu także aszkenazyjskich — Żydów.

Kochanek Szehiny

Przyszły „mesjasz” przyszedł na świat w żydowskiej rodzinie przedstawiciela handlowego brytyjskich i holenderskich kompanii handlowych w anatolijskiej Smyrnie w 1629 r. Od najmłodszych lat interesował się gematrią i kabałą. W wieku dwudziestu dwóch lat (1648) w trakcie iluminacji „dostąpił łaski” uświadomienia sobie, że jest od dawna zapowiadanym „mesjaszem”. Głos powiedział Sabbatajowi: „Ty jesteś zbawcą Izraela, mesjaszem, synem Dawidowym, pomazańcem Boga Jakubowego, ty zbawisz Izrael!”. Trwające niekiedy po kilka dni, a nawet kilka tygodni stany ekstatyczne połączone były z dziwnym zachowaniem Sabbataja, łamiącego wszelkie zasady rytualne judaizmu, jak i zasady etyczne, powodując podejrzliwe traktowanie przez okolicznych rabinów. Doprowadziło to już trzy lata później do obłożenia go klątwą i wyrzucenia wraz z jego wyznawcami ze Smyrny za bluźniercze zachowanie w synagodze, polegające na wymawianiu imienia Bożego i śpiewaniu sefardysjkich piosenek miłosnych, w których ukryty był głębszy sens kabalistyczny.

Przez osiemnaście lat żył na wygnaniu, nauczając lub spotykając się z ludźmi zaciekawionymi ekscentrycznymi poglądami dziwaka. W tym czasie Sabbataj poznał swojego „proroka”, popularnego Natana z Gazy, pojął za (trzecią z kolei) żonę żydowską nierządnicę, nawiązał kontakt z tajnymi sektami sufickimi i chrześcijańskimi chiliastami. Wobec dotychczasowego fiaska swojego nauczania przesunął datę rozpoczęcia ery mesjańskiej na rok 1666, akceptowany również przez kabalistów. Dopiero jednak nawiązanie ścisłych relacji z wyznawcą lurijskiej kabały Natanem z Gazy rozpoczęło dynamiczny rozwój sekty religijnej Sabattaja Cwi. W maju 1665 r. Natan potwierdził uroczyście (po uzyskaniu „boskiej iluminacji”), że Sabbataj jest długo oczekiwanym mesjaszem, wywołując tym niespotykany od dawna entuzjazm religijny3. Od tej pory oficjalna działalność apostolska została powierzona „prorokowi”, zaś nauczanie w obrębie ekskluzywnej grupy wtajemniczonych zarezerwował dla siebie sam „mesjasz”, który ogłosił, że ostateczne zbawienie nastąpi w 1670 r.

W 1666 r. nie rozpoczęła się epoka mesjańska; zamiast tegoSabbataj Cwi wraz z kilkoma najbliższymi sobie wiernymi został zatrzymany przez janczarów i sprowadzony do pałacu sułtańskiego w Adrianopolu. Sułtan Mehmed IV, zainteresowany nauczaniem Sabbataja, ale też przeczuwający możliwe korzyści polityczne wynikające ze zdobycia wpływu na żydowskiego „mesjasza”, przysłuchiwał się jego dyspucie ze swymi dostojnikami. Trudno uznać za zupełnie wiarygodne liczne przekazy tak przeciwników, jak i zwolenników, dotyczące zagadkowej konwersji Sabbataja na islam. Pewny jest wyłącznie skutek tej dysputy — konwersja na islam i złożenie muzułmańskiego wyznania wiary, połączone z nadaniem nazwiska Mehmed (na część sułtana), nadaniu dworskiego tytułu „strażnika pałacowych bram” i wyznaczenie stałej pensji dziennej 150 atrów. Czy było to wynikiem zastraszenia żydowskiego „mesjasza”, czy efektem przemyślanego działania w ramach spójnej koncepcji religijnej — trudno jednoznacznie określić.

Przemiana Sabbataja Cwi w Aziza Mehmeda Efendi spowodowała konsternację wśród jego wyznawców, starających się na wszelkie sposoby wytłumaczyć sobie działanie swojego „mistrza”. Dopiero podjęte przez Natana z Gazy próby wytłumaczenia postępowania Sabbataja w oparciu o teologię sabbatajską spowodowały uspokojenie mas. Dodatkowo zamieszanie potęgowało dalsze praktykowanie przez apostatycznego „mesjasza” niektórych przepisów rytualnych judaizmu, i to — ku przerażeniu talmudycznych rabinów — w muzułmańskim odzieniu i przy powoływaniu się na Koran! Mimo religijnego odstępstwa, a nawet wezwania Żydów do podążania śladami apostazji, rzesze Żydów od Dniepru po Gibraltar uznały Sabbataja za swojego „mesjasza”, co wynikało z przyjęcia nowej koncepcji grzechu.

Sielanka w pałacu sułtańskim trwała kilka lat, w czasie których narodził się syn Sabbataja Izrael (1667), a on sam ze swoim synkretycznym nauczaniem zaczął zwracać się głównie już nie do wyznawców judaizmu, ale do wiernych proroka Mahometa. Działanie Sabbataja spotkało się z surową reakcją ze strony sułtana, skazującego „mesjasza” w 1672 r. na uwięzienie i zesłanie do czarnogórskiego miasteczka Ulcinji. Tam „mesjasz”, „mesjasz-marran”, „oblubieniec Syjońskiej Córy” (Szehiny) dokonał żywota 17 września 1676 r., nie doczekując wyzwolenia Izraela.

„Mistyka nihilizmu” — od frankizmu do iluminatów

Śmierć Sabbataja Cwi nie stała się kresem istnienia jego sekty. Kryzys wewnątrz judaizmu ulegał bowiem pogłębieniu, a po krótkim przewodnictwie syna „mesjasza”, Izraela, nad grupkami sabbatajczyków zwolennicy Sabbataja i Natana podzielili się na kilka sekt, z których część w ukryciu praktykowała zasady religijne „mesjasza”. Talmudysta Hillary Nussbaum opisuje zamieszanie, jakie w obrębie judaizmu spowodowało nauczanie Sabbataja Cwi: „Na domiar ubóstwa umysłowego zjawili się na początku XVIII wieku szarlatani sabbataizmu, którzy szerzyli nowe teorie religijne, obałamucające umysły i podkopujące podstawy judaizmu. Długa i zapamiętała walka między Ajbeszycem a Edenem w kwestii amuletów roznamiętniła umysły i ośmieliła wielu do jawnego wystąpienia w charakterze kontrtalmudystów i do pozbycia się uciążliwych przepisów rytualnych; nastąpiło wielkie zamieszanie w pojęciach religijnych i zrodził się frankizm”4.

Sabbatajczycy działalność niejawną podejmowali już w czasach niewoli Sabbataja, kiedy nasiliły się prześladowania ze strony ortodoksyjnych rabinów. Śmierć „mesjasza” spowodowała, że jego najwierniejsi wyznawcy całkowicie zeszli do podziemia. Jednymi z pierwszych zorganizowanych grup sabbatajskich były orgiastyczna sekta Izmirilis i islamizująca sekta Donmeh; grupy wiernych skupiły się również wokół osób związanych z Sabbatajem, traktowanych jako chachamowie (przywódcy): wokół jego syna, przez jakiś czas również „mesjasza” Izraela-Jakuba (1676–1725) i jego wnuka Berachii (1725–1740), teścia Józefa Filozofa z Salonik, szwagra Querido — przywódcy sekty soluńskiej — oraz „proroka” Natana. Od początku istniały również rozsiane po całej Europie niewielkie grupki, pozostające w trudnym do jednoznacznego określenia związku z tajemnym „synhedrionem”, tożsamym prawdopodobnie z wcześniej istniejącą chawurą Sabbataja5. Jednym z wiernych od samego początku był wiedeński bankier Samuel Oppenheimer, którego rodzina odegrała ważną rolę w dalszym rozwoju sekty6.

W XVIII wieku najsilniejszymi nurtami sabbataizmu były „kryptochrześcijańskie” grupy skupione wokół Jonatana i Wolfa Ajbeszyców (Eibeschütz, Eibeszyc) oraz Jakuba Lejbowicza Franka. Oba nurty sabbatajskie starały się wejść w obręb chrześcijaństwa, postulowały też częściowe wyjście z podziemia. O ile jednak Frank rozumiał to jako przeniesienie działań jawnych w obręb instytucji chrześcijańskich, to Ajbeszycowie marzyli o założeniu własnej konfesji judeoprotestanckiej, której nadano nawet nazwę: „Chrześcijański Kościół w Izraelu”.


Jakub Frank
Opis barwnych kolei losu założyciela najbardziej wpływowej sekty sabbataistycznej, pochodzącego z Podola Jakuba Franka, niestety nie mieści się w ramach tego szkicu. Dość powiedzieć, że „najbardziej złowrogi sabbataista Jakub Frank” (nazwany tak przez wybitnego religioznawcę Mirceę Eliadego) rozwinął mistyczną teologię Sabbataja w system całkowitej negacji i destrukcji. Sam uznawany przez krótki czas za nowe wcielenie „mesjasza”, a także wcielenie „króla Dawida”, rozwinął w szczegółach koncepcje religijne, nazwane przez wybitnego żydowskiego znawcę kabały Gerszoma Szolema „mistyką nihilizmu”. Za życia Franka sabbatajczycy uzyskali protekcję niektórych książąt Kościoła katolickiego, wspierających „dobrych kontrtalmudystów”; niektórych pastorów protestanckich; wielu monarchów oświeconych (m.in. króla Danii Fryderyka V, królów Rzeczypospolitej Augusta III Sasa i Stanisława Augusta Poniatowskiego, władców Rosji — od cara Piotra I do carycy Katarzyny II, czy wreszcie cesarzowej rzymskiej Marii Teresy i jej syna cesarza Józefa II), jak również ówczesnego sułtana osmańskiego.

Liczne intrygi polityczne, w których uczestniczył Frank, posiadając doskonałą, zakonspirowaną sieć wyznawców w całej Europie, pozwalały mu na wprowadzenie wielu sabbatajczyków na wysokie i wpływowe stanowiska. W Rzeczypospolitej sabbatajczycy uzyskali szlachectwo, mające chronić ich przed prześladowaniami ze strony rabinów-ortodoksów7, w Rosji stali się zausznikami carów i caryc oraz twórcami miejscowej masonerii, w Austrii i Rzeszy przedstawicielami niezależnej od Habsburgów potęgi finansowej Oppenheimerów. W latach 70. XVIII wieku Frank (który zmarł w 1791 r. w Offenbach) doprowadził do powstania doskonale zorganizowanej konspiracji, na czele której stanął mianowany przez niego, nienawidzący katolicyzmu przechrzta, wychowanek jezuitów, syn (prawdopodobnie sabbatajskiego) rabina Adam Weishaupt8. 1 maja 1776 r. powstała sabbatajska organizacja wolnomularska „Zakon Iluminatów”, stawiająca sobie za cel obalenie istniejącego porządku społecznego i religijnego, stworzenie republikańskiego porządku światowego oraz światowej, synkretycznej religii. Rewolucja miała wybuchnąć w Monachium i rozszerzyć się na cały świat. Ze względu jednak na wykrycie spisku sabbatajczycy przenieśli ciężar swoich działań nad Sekwanę, gdzie już od pewnego czasu infiltrowali skutecznie masonerię francuską.

Sabbatajczycy znaleźli swoje miejsce we władzach dyktatury jakobińskiej we Francji, a także jakobińskiego spisku Tadeusza Kościuszki9, a później — w zakonspirowanych organizacjach anarchistycznych, socjalistycznych i komunistycznych w całej Europie. Częstokroć zsekularyzowany sabbataizm stawał się jedną z destrukcyjnych sił rewolucyjnych ostatnich dwustu lat, ponoszącą odpowiedzialność za niejedną zbrodnię polityczną. Ślady sabbatajczyków są widoczne np. w tureckiej rzezi Ormian10 czy w okultystycznych środowiskach nazistowskich11.

Dwa tory zbawienia

W wielu publikacjach analizujących poglądy głoszone w obrębie sekty Sabbataja zwraca się uwagę na zbieżność poglądów sabbatajskich z założeniami religijnymi islamu, a w wersji późnej — powstałej już po śmierci „mesjasza” ze Smyrny — z zasadami religijnymi zbliżonymi do chrześcijaństwa. Jest to pogląd nienowy, obecny wśród wyznawców mahometanizmu, jak i wśród części duchowieństwa katolickiego już w momencie pierwszego zetknięcia się z poglądami tej judaistycznej sekty w XVII lub XVIII wieku. W odniesieniu do chrześcijaństwa jest to jednak pogląd całkowicie błędny, wynikający najczęściej z nieznajomości nauczania Sabbataja Cwi lub — częściej — z powierzchownego traktowania tego zjawiska religijnego.

Interpretacja nauczania sabbatajczyków nie jest łatwa, zważywszy na istnienie dwóch równoległych nurtów w obrębie tej sekty. Nauczanie „mesjasza” dzieliło się na część jawną, powierzoną „prorokowi” Natanowi z Gazy, skierowaną do szerokich rzesz żydowskich i nieżydowskich — oraz na ezoteryczną część tajną, zarezerwowaną wyłącznie dla wtajemniczonych członków mesjańskiej chawury, zwanej eda kedusza. Niejednokrotnie poglądy prezentowane tym dwóm grupom wiernych różniły się od siebie lub były tylko luźno ze sobą powiązane. Odrębności były nie tylko efektem poważnych różnic w interpretacjach iluminacji Sabbataja i Natana, ale i poglądu o zróżnicowanych możliwościach duchowych wiernych.

Powierzchowna znajomość popularnych współcześnie nurtów w obrębie judaizmu może skłaniać do traktowania koncepcji religijnych żyjącego przed kilkuset laty żydowskiego mistyka jako „archeologicznej” ciekawostki, nie posiadającej żadnego wpływu na dzisiejszą rzeczywistość religijną. Nic bardziej mylnego — i to nie tylko dlatego, że do dziś istnieje szereg niejawnych sabbatajskich wspólnot religijnych! Poglądy XVII- i XVIII-wiecznych sabbatajczyków obecne są również w koncepcjach innych odłamów judaizmu (żydowscy mesjaniści i protestanccy judeochrześcijanie), ale również w świeckich koncepcjach tzw. religii Holocaustu. Warto zatem zapoznać się z najistotniejszymi elementami poglądów religijnych sabbataizmu.

Rozpoczynając rozważania dotyczące żydowskiego gnostycyzmu należy przypomnieć jedną z zasad katolicyzmu, stanowiącą zarazem miecz i tarczę przeciwko heretyckim poglądom gnostycyzmu. Otóż istnieją tajemnice niedostępne dla ludzkiego rozumu (np. Trójca Przenajświętsza, przeistoczenie), a Pismo św. i Tradycja nie zawierają bynajmniej całej wiedzy o Bogu. Gnostycyzm pragnie jednak zgłębić Boskie tajemnice, twierdząc, że tylko wiedza o nich posiada moc zbawczą. Prawda jest zupełnie inna. Kiedy 6 grudnia 1273 r. św. Tomasz z Akwinu zapadł w długi stan mistycznego uniesienia, ku przerażeniu przełożonych zaprzestał całkowicie prac nad swoją Sumą. Zachęcany do dalszego wysiłku stwierdził, iż nie może uczynić nic więcej, a wszystko, co do tej pory napisał, wydaje mu się bezwartościowe przy tajemnicach, do których został przez Boga dopuszczony. Pamiętajmy, że Boskie tajemnice są faktem, jednak Bóg objawił nam z nich tyle, ile jest konieczne dla naszych dusz, abyśmy mogli osiągnąć zbawienie wieczne. Dostęp do innych Boskich tajemnic może być tylko łaską dla wybranych, nie zaś podstawą doktryny religijnej.

Demiurg JHWH

Duża część poglądów Sabbataja Cwi wyrastała z bogatej spuścizny żydowskiej mistyki, rozwijającej się bujnie w oparciu o liczne elementy kultów egipskich i babilońskich. Powstawała ona równolegle do biblijnego mozaizmu, a jej echa były łatwo dostrzegalne w poglądach antycznych sekt gnostyckich12.

Sabbatajska koncepcja Boga tylko na pierwszy rzut oka akceptuje chrześcijańską tajemnicę Trójcy Przenajświętszej. Sami sabbatajczycy nie pozostawiali w tej kwestii cienia wątpliwości, pisząc — jak sabbatajski kabalista z Hiszpanii Michał (Abraham) Cardoso — że chrześcijańska Trójca Przenajświętsza stanowi zdegenerowaną formę misterium bóstwa, znaną tradycji żydowskiej. Triada sabbatajska odzwierciedla bowiem judeognostycki, tj. kabalistyczny punkt widzenia, w którym pierwszej osobie — 1° Pierwszej Przyczynie — przyznano rolę kreatora, który w akcie seksualnie pojmowanego stworzenia rozproszył „boskie iskry” (duchowe pierwiastki boskie) i uwięził je w „królestwie skorup” (materii). Kabalistyczne pojęcie kelipa (hebr. ‘skorupa’) posiadało ważny sens religijny, utożsamiany z mistycznym pojmowaniem prawdy ukrytej w świecie demonicznej materii. Zdaniem kabalistów świat jest złożoną z wielu sfer skorupą orzecha, w której wnętrzu skrywa się jądro prawdy. Skorupa nie chroni prawdy, lecz ją na rozkaz demiurga więzi. Działanie Pierwszej Przyczyny wedle Sabbataja było o tyle ważne, że stanowiło początek gnostyckiej ekonomii zbawienia. Jednak ze względu na brak dalszego wpływu zarówno na tę ekonomię, jak i na bieg wydarzeń w puszczonym w ruch i działającym w oderwaniu od Pierwszej Przyczyny świecie, sabbatajska teologia wyznaczała pierwszej osobie triady pozycję marginalną.

Najważniejszą rolę w procesie zbawienia (prócz samego mesjasza) odgrywały dwie kolejne osoby boskiej triady kabały i sabbataizmu — 2° Bóg Prawdy, czyli Święty Błogosławiony, zamknięty w najwyższym świecie duchowych bytów i 3° Szehina, czyli Bóg Wiary (a właściwie Bogini Wiary), przebywający(a) w świecie materii i będący(a) namiastką wyższego świata duchowego13. Jednak prawidłowe funkcjonowanie triady mogło dopiero być zagwarantowane przez mistyczne działanie mesjasza, który spowoduje w jej obrębie zmianę, eliminując Pierwszą Przyczynę poprzez (pojmowane seksualnie) mistyczne zjednoczenie z Szehiną i „przedarcie się” do Boga Prawdy, jednocześnie przywracające jedność Boga. Powstanie w ten sposób nowa triada, składająca się z: 1° Świętego Błogosławionego, 2° Podniesionej Szehiny i 3° Naczynia Szehiny, czyli mesjasza. W ten sposób zostaną stworzone zbawcze „trzy węzły wiary”, dzięki którym nastąpi zjednoczenie świata duchowego z materialnym. Proces przemiany triady kabaliści i sabbatajczycy postrzegali w kategoriach symbolu — dwóch równoramiennych trójkątów o odwróconych wierzchołkach nałożonych na siebie, dających ostatecznie mesjańską gwiazdę Dawida. Trójkąt z wierzchołkiem skierowanym w górę (uwięziony Bóg Prawdy) symbolizował pierwszą triadę, zaś trójkąt z wierzchołkiem zwróconym na dół — zbawcze „trzy węzły wiary”.

Pod koniec życia Sabbataj Cwi był przekonany, że jest żywym wcieleniem zjednoczonego Boga. Mawiał: „nie ma Boga poza mną”. Pogląd ten został zdecydowanie wsparty przez Natana z Gazy, który pisał, że Sabbataj „dostąpił doskonałej boskości”. Z kolei Jakub Frank postrzegał Sabbataja jako Naczynie Szehiny, powstałe poprzez połączenie z Bogiem Wiary. W ogólnym zarysie teologia sabbatajska wpisywała się w talmudyczne nauczanie Zoharu.

Istotnym pytaniem, na które należy udzielić odpowiedzi, jest kwestia postrzegania w teologii sabbatajskiej Pierwszej Osoby Trójcy Świętej, czyli mozaistycznego Boga Izraela. Otóż teologia sabbatajska utożsamia Pierwszą Osobę Trójcy Świętej z demiurgiczną Pierwszą Przyczyną, odpowiedzialną za uwięzienie boskich iskier i upadek pierwszych rodziców. Jahwe zwiódł lud izraelski poprzez „skorupę” w postaci mojżeszowej Tory. Była ona użyteczna przez określony czas, jednak jej ważność już przeminęła. Ze względu na trwanie Żydów przy zasadach Tory, Święty Błogosławiony porzucił ich i obrał sobie nowy lud14. W koncepcji sabbataistycznej Bóg Prawdy — Święty Błogosławiony jest istotą zmienną, ewoluującą, podlegającą jako prawda rozwojowi i zmianie następującej w ziemskim czasie. Zmienność i paradoks to cechy charakterystyczne sabbatajskiego postrzegania Boga.

Mesjasz Jeszua, „wieki grzesznik”

Z wyżej przedstawionej sabbatajskiej koncepcji Boga wyrastały poglądy dotyczące samej osoby mesjasza, jak i jego roli w procesie zbawienia świata.

Soteriologia sekty zakładała, że „mesjasz”, pojmowany jako duchowy syn Boga Prawdy, sam poświęci się dla wyzwolenia Boga Prawdy i zbawienia świata, „przebijając się” przez demoniczne struktury materii. Proces zbawienia w tej koncepcji był długotrwały i skomplikowany. Rozpoczynała go boska iluminacja, wskazująca mesjaszowi jego posłannictwo, do tej pory przed nim ukryte. W obrębie sekty do końca nie rozstrzygnięto, czy dusza mesjasza od początku była wyższym bytem duchowym, różniącym się od duszy zwykłego śmiertelnika, czy też Bóg Wiary dokonywał wywyższenia wybranego przez siebie człowieka w konkretnym momencie historycznym. W każdym razie mesjasz jakiś czas po boskiej iluminacji miał dokonać podniesienia Szehiny (wyobrażaną poprzez kabalistyczną interpretację fragmentu księgi Zachariasza [Zach 14], opisującego wywyższenie Jerozolimy) przez mistyczne zespolenie z bóstwem15. „Podniesienie Szehiny” według kabały szkoły lurijskiej16 oznaczało ostateczny kres duchowego odrodzenia ludzkości i naprawy świata i otwierało epokę widzialnego zbawienia.

W drugim etapie mesjasz musiał podjąć działanie zmierzające do przebicia się poprzez „królestwo skorup”. Nie było to zadanie łatwe, gdyż zło materii nie jest łatwym przeciwnikiem. Z tego powodu mesjasz musiał poświęcić swoją osobę w dziele zbawienia ludzkości. Jego poświęcenie polegało na zejściu w najgłębsze otchłanie zła, na całkowitym i ostatecznym skalaniu swojej osoby wszystkimi grzechami. Tylko poprzez poznanie otchłani grzechu możliwe było — zdaniem Sabbataja i jego następców — pokonanie demonicznej materii. Abraham Cardoso twierdził, że tylko dusza mesjasza posiada dostateczną siłę, by znieść zstąpienie na samo dno otchłani szeolu. Mesjasz musi posiadać siłę, by potępić siebie swoimi uczynkami. Na tym jednak nie koniec, gdyż według sabbatajskiej soteriologii działanie zbawcze musiało być kontynuowane przez kolejno wysyłanych mesjaszów (najczęściej wymieniano dwóch), by ostatecznie po nadejściu „mesjasza dawidowego” zakończyć cały proces. „Mesjaszem z rodu Dawida” miał być Sabbataj Cwi.

Nowy „mesjasz”, a za nim rzesze wiernych, byli skłonni uznać mesjańskie posłannictwo Jezusa. Deklaracja sabbatajczyków przyczyniła się do sporego zamieszania w obozie chrześcijańskim, w którym zaczęły nurtować opinie upatrujące w nowej sekcie judaistycznej oraz grupach pochodnych zapowiedzi rychłego nawrócenia Żydów. Pojawiły się poglądy nieposiadające żadnego potwierdzenia w rzeczywistości, utrzymujące istniejący od czasów starotestamentowych podział Żydów na grupę zwaną talmudystami i — ze względu na brak konkretów historycznych — ich przeciwników, mało oryginalnie nazwanych antytalmudystami, do których zaliczano rzekomo prochrześcijańskich sabbatajczyków i frankistów. Do grona „pożytecznych idiotów” można było zaliczyć sporą grupę XVIII-wiecznych polskich hierarchów, z bpem kamienieckim Mikołajem Dembowskim na czele.

Obecne wśród sabbatajczyków poglądy dotyczące Jezusa Chrystusa były nie mniej oryginalne niż inne, zawsze wynikające z Talmudu, a sprzeczne z nauczaniem Tory. Natan z Gazy opisując wielkość nowego „mesjasza” Sabbataja stwierdzał, że może on „usprawiedliwić największego grzesznika, nawet gdyby był [on] taki jak Jezus, mógłby go usprawiedliwić”. W wyobrażeniach sabbatajczyków Chrystus jawił się największym grzesznikiem (teza zaczerpnięta bezpośrednio z Talmudu), który poprzez swoje działanie stawał w jednym szeregu z mesjańskim działaniem mistyka ze Smyrny. Wynikało z tego uznanie mesjańskiego posłannictwa Jezusa, jednak pojmowanego w opaczny sposób. Chrystus był według sabbatajczyków bluźniercą, który poprzez swoje nauczanie rozbił prawo żydowskie, będące jedną ze skorup. Był zdaniem sabbatajczyków „mesjaszem wstępnym” — „mesjaszem z rodu Józefowego” — przygotowującym nadejście „mesjasza z rodu Dawidowego”. „Wstępny mesjasz” miał rozbijać skorupy poprzez hańbę i cierpienie związaną ze swoją śmiercią; z kolei „mesjasz z rodu Dawida” miał dokonać ostatecznego zbawienia poprzez zgłębienie zła, czyli poznanie całości stworzonego przez demiurga bytu. Zadaniem pośrednim Sabbataja było przywrócenie należnej „świętości” osobie Jezusa. Koncepcja ta została twórczo rozwinięta już po śmierci „mesjasza” wśród frankistów, utrzymujących, że konwersja na katolicyzm (zaakceptowanie „mesjasza Jezusa”) powinna być postrzegana jako przezwyciężenie skorupy chrześcijaństwa, będącego też jedynie etapem w drodze do zbawienia.

„Mesjasz” musi być nienormalny…

Już u początków istnienia sekty istniało silne przekonanie, że cechą charakterystyczną, dzięki której może nastąpić rozpoznanie mesjasza, jest jego specyficzne zachowanie, stawiające go ponad obowiązującym ludzi prawem mojżeszowym. Nienormalne zachowanie Sabbataja (ekstatyczne omamy i depresje) było powodem, dla którego Natan z Gazy potwierdził jego „mesjańskie” pochodzenie, stwierdzając, że Sabbataj odbiera wolę Boga bezpośrednio z nieba17. Antynomizm „mesjasza” polegał na świadomym łamaniu przepisów rytualnych, takich jak przepisy szabatu, w czasie którego jednocześnie odprawiał żydowskie nabożeństwa, poza tym bluźniercze dla Żydów wymawianie imienia Boskiego czy negowanie roli modlitw i medytacji, które Sabbataj i członkowie jego eda kedusza traktowali jak rytuały na cześć demiurga — Pierwszej Przyczyny.

Zdaniem sabbatajczyków wszelkie tradycyjne żydowskie praktyki tikkunim (tikkun hebr. ‘naprawa’) odsuwały czas nadejścia ery mesjańskiej. Należało wierzyć z ufnością dziecka, polegając na profanacyjnym działaniu osobliwego „mesjasza”. Na tym nie koniec: negacja nie dotyczyła tylko porządku rytualnego, ale również etycznego. W wewnętrznym kręgu sekty nie obowiązywały żadne zasady moralne, będące nakazami Pierwszej Przyczyny zawartymi w dekalogu, a ich świadome łamanie miało przyśpieszyć osiągnięcie pełnego zbawienia poprzez zniszczenie skorup oddzielających od Prawdy. W latach 1700–1760 w obrębie działających w ukryciu sekt sabbatajskich udokumentowano liczne praktyki orgiastyczne, zbliżone do rytuałów gnostyckich karpokratian18. Posiadały one nie tylko charakter antynomijny, ale odzwierciedlały również nadaną w obrębie sekty rytualną rangę czynności seksualnych.

Łamanie przepisów prawa religijnego i zasad etycznych wiązało się z postrzeganiem dekalogu i przepisów religijnych jako głównej przeszkody w osiągnięciu zbawienia. Według Natana z Gazy wierni sabbatajczycy powinni skupić całą swoją siłę na zniszczeniu prawa wyrastającego z „ziemskiej Tory”. „Prorok” sekty głosił oficjalnie praktykę dualizmu etycznego, swoistego marranizmu, polegającego na zewnętrznym praktykowaniu zasad Tora de beria, której przestrzeganie powinno wiązać się tylko z dążeniem do uniknięcia prześladowań lub skandalu, a które pozwala na istnienie sabbatajczyków pośród społeczności wyznających inną religię (czy to żydowskiej, czy islamskiej lub chrześcijańskiej). Jednak poza sferą oficjalną zasady prawa mojżeszowego powinny być ceremonialnie łamane jako przejaw wyzwolenia od prawa Pierwszej Przyczyny. Prywatnie, w ukryciu, każdy sabbatajczyk powinien być poddanym kabalistycznej Tora de aciluth.

Bluźniercze działania przybliżały — zdaniem sabbatajczyków — zbawienie, zatem dokonana 16 września 1666 r. konwersja na islam żydowskiego „mesjasza” mogła być z sabbatajskiego punktu widzenia łatwo wytłumaczona19. Niemniej wśród zwolenników Cwiego powstało kilka różnych koncepcji dotyczących tego zaskakującego i — według powierzchownych interpretacji — zabójczego dla sekty zdarzenia. Konwersja „mesjasza” na islam nie okazała się jednak zabójcza, rozpoczynając nowy etap „zbawczych działań” Sabbataja.

„Mesjasz” apostata

Początkowo wyznawcy „mesjasza” starali się zinterpretować adrianopolskie wydarzenie w kategoriach doketycznych (dokein z gr. ‘wydawać się’), a mianowicie duch podstawiony za Sabbataja przyjął islam, podczas gdy „mesjasz” pozostawał wierny judaizmowi. W wersji jeszcze radykalniejszej wierni utrzymywali, że to, czego doświadczyli zmysłami obecni przy konwersji rabini, było wyłącznie omamem, złudzeniem zesłanym przez Szehinę w celu zmylenia niewiernych i wątpiących. W ten sam sposób sabbatajczycy interpretowali również śmierć założyciela swojej sekty, pojmowaną jako czasowe „odejście”.

Szybko jednak sam Sabbataj, jak i Natan z Gazy wyjaśnili przyczynę konwersji na islam, całkowicie odmienną od doketycznej. Apostazja nie była złudzeniem: interpretowana z kabalistycznego punktu widzenia, wpisywała się w zbawczy proces, niekoniecznie obecny w widzialnej rzeczywistości. Logika mesjańskich działań była przecież ukryta przed oczami zwykłego śmiertelnika.

Natan z Gazy interpretował konwersję „mistrza” w kategoriach etycznego dualizmu, powołując się na słowa Sabbataja, przyrównującego się do Mojżesza przebywającego wśród Egipcjan na dworze faraona. Była to interpretacja przekonująca niewtajemniczonych wiernych Sabbataja i uspokajająca rabinów wrogo nastawionych do sekty. W myśl tej interpretacji Sabbataj wszedł na drogę marranizmu, zewnętrznie przyjmując islam, zaś potajemnie praktykując judaizm. Hiszpański sabbatajczyk, marran Cardoso tłumaczył to jako wypełnienie zapowiedzi proroka Izajasza, mówiącego, że mesjasz „założy szaty marrana i dlatego Żydzi go nie uznają; krótko mówiąc: przeznaczone mu jest zostać marranem, tak jak ja”20.

Sprawa była jednak bardziej skomplikowana. Tak można było interpretować konwersję „mesjasza” na islam tylko do czasu, kiedy Sabbataj już jako muzułmanin nie wzywał swoich wiernych do przejścia na wiarę Mahometa. Kiedy to nastąpiło, pogląd ten był już nie do obrony, choć posługiwano się nim wobec nieuświadomionych wiernych. Co prawda po przyjęciu nowej religii Sabbataj ani myślał porzucić tolerowanych przez siebie praktyk religijnych — uczestniczył w turbanie w niektórych nabożeństwach w synagodze, przetykając je fragmentami sur Koranu, obrzezał swego syna, rozpoczął również swoiste dzieło apostolskie wśród muzułmanów21. Wszystkie te działania wpisywały się w kabalistyczną logikę Sabbataja. Konwersja była autentyczna, czemu Sabbataj nigdy nie zaprzeczał.

Aby zrozumieć jego działanie, należy powrócić do niektórych aspektów soteriologii sabbatajskiej. Zbawienie polegało na uwolnieniu prawdy zamkniętej w świecie stworzonym przez demonicznego demiurga. Proces zbawienia był wieloetapowym wstępowaniem po kolejnych stopniach wtajemniczenia, które mogło nastąpić wyłącznie poprzez poznanie tajemnic/prawd ukrytych przed oczami profanów. Zbawienia według sabbataizmu polegało na przebiciu się przez skorupy otaczające „boskie iskry prawdy”; aby tego dokonać, „mesjasz” musiał przyjąć na siebie ciężar poznania najciemniejszych otchłani zła, jak powiedział Natan — wejść „za czterdziestą dziewiątą bramę nieczystości”. Islam tak samo jak judaizm był postrzegany jako skorupa przetrzymująca iskry. Sabbatajska koncepcja głosiła charakterystyczną dla gnostycyzmu ewolucję prawdy, ukrytą w teorii emanacji, prawdy, „która się staje” oraz synkretyzm jako sposób osiągnięcia prawdy ostatecznej (zebrać „rozrzucone iskry”). Boskie prawdy, zdaniem sabbatajczyków, znalazły się tak samo w judaizmie, jak w o stopień wyższym chrześcijaństwie (na tym też tle doszło do przewartościowania u frankistów, stawiających chrześcijaństwo wyżej niż islam), czy w jeszcze wyżej stojącym islamie. Jak łatwo zauważyć, dla Sabbataja „stawanie się prawdy” posiadało charakter rozłożonego w czasie procesu, zachodzącego w obrębie „ludów Pisma świętego”. Przyjęcie islamu było kolejnym, wyższym etapem „uwalniania Szehiny”, rozbiciem kolejnej skorupy. Było to kabalistyczne ukąszenie węża, przyśpieszające narodziny mistycznej łani. Bez tego koniecznego zła zbawienie nie mogłoby postępować naprzód.

Argumentów uzasadniających apostazję poszukiwano głównie w Księdze Izajasza oraz we fragmentach Zoharu. W liście ze stycznia 1668 r. Natan z Gazy talmudycznie interpretuje fragment Izajasza: „lecz on zraniony został za złości nasze” (Iz 53, 5), odnosząc go wprost do apostazji Sabbataja, jako że w myśl Traktatu Sanhedrin mesjasza nazywano „Synem Upadłego”. Interpretacja kabalistyczno-sabbataistyczna szła torem wypaczenia wcześniejszego (prorockiego) rozumienia tego fragmentu Starego Testamentu na rzecz pojmowania mesjasza jako odrzuconego ze względu na jego grzechy, nie zaś grzechy ludzkości! Mesjasz był „wzgardzonym i najpodlejszym z mężów”, a mimo tego pożądanym przez wszystkich (Iz 53, 3) — ten fragment utożsamiano z zapisem Zoharu, mówiącym (według Natana) o mesjaszu: „i nie poznają mnie i jestem w ich oczach jak śmierdzące ścierwo psa” (Zohar III, 125b)22. Za tym założeniem podążyła cała (re)interpretacja Księgi Izajasza i Talmudu, dokonywana w dużym stopniu przy użyciu klucza kabalistycznego. Mesjasz został „zaliczony pomiędzy złoczyńców”, ponieważ posiadał grzechy czynione przez wielu, „za przestępców się modlił” (Iz 53, 12), co oznaczało, według nowej interpretacji, że odrzucenie mesjasza wynikać będzie z jego odrażających grzechów, które pozwalają zaliczyć go w poczet złoczyńców. W ten sposób następowała sakralizacja apostazji Sabbataja.

Koncepcja soteriologiczna wpisywała się w antynomiczną koncepcję „wyzwalania iskier”. Jak jednak przedstawić ją większości zainteresowanych, grzesznych, ale jednak przywiązanych do przestrzegania zasad etycznych, które stanowią podstawę ładu społecznego? W obrębie sekty ten problem rozwiązano w sposób charakterystyczny dla kabalistów. Wezwanie do konwersji na islam zostało zawarowane wyłącznie dla wtajemniczonych, do których nie należał ani Natan z Gazy, ani Abraham Cardoso. Tych, którzy planowali pójść śladem „mesjasza”, oskarżono o pychę i wynoszenie się ponad chawurę „mistrza”. Sabbataj zaakceptował tę koncepcję, stwierdzając, że jego towarzyszami mogą być tylko duchy mocne, wybrane osobiście przez niego, tylko członkowie jego eda kedusza. Natan z Gazy przerażony działaniem „mesjasza” przestrzegał wiernych: „trzymajcie się tak daleko, jak to jest tylko możliwe, od mesjasza, kiedy jest w stanie iluminacji”23. Po śmierci Sabbataja liczni wierni odczuli ulgę, jednak pozostali w obrębie sekty… Na tym polega siła zła — na niewoli strachu.

Goje są potrzebne jak ptaszki…

Konwersje zwolenników sabbataizmu nigdy nie były rzeczywistym przyjęciem zasad islamu czy chrześcijaństwa, ale realizowaniem kabalistycznej idei religijnej wewnątrz innych religii. Wszystkie systemy religijne pojmowano jako skorupy, obowiązujące do czasu objawienia nowej Tora de aciluth — „Tory zbawionego świata”. Dopiero nowa superreligia, powstała na gruzach ortodoksyjnego judaizmu, islamu i chrześcijaństwa, spajająca rozrzucone w akcie stwórczym iskry Boże, może uchodzić za religię „Boga Prawdy”. Chrześcijaństwo pojmowane było wyłącznie jako etap przejściowy na drodze do końcowego objawienia, w którym nie będą potrzebne już żadne wcześniejsze religie instytucjonalne. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta szalona koncepcja jest obecna w poglądach niektórych radykalnych ekumenistów…

Wewnątrz nowej religii światowej będzie nadal panować niejawny podział na dwie grupy wiernych, pochodzący wprost z dwutorowej praktyki sabbataizmu, w którym specjalną, nadrzędną pozycję zarezerwowano dla żydowskich kabalistów sabbatajskich24. Reszta wiernych potrzebna jest do osiągnięcia ostatecznego celu — zebrania iskier. Traktat sabbatajski Świadectwo wiary, stanowiący podstawę niektórych poglądów sekty, wyjaśnia dokładnie ten aspekt. Traktat w swojej pierwszej części opisuje rozmowę pomiędzy „mesjaszem” a „Bogiem” („Bogiem Prawdy”), dotyczącą ceny zbawienia. „Mesjasz” Sabbataj stara się przekonać „Boga”, aby ten oszczędził cierpień „dni mesjaszowych” Izraelitom, wskazując, że nawrócił „do Izraela” wiele dusz gojim. „Bóg” nie ma jednak współczucia i zarzuca „mesjaszowi” litość, nie rozumiejąc prawdziwej intencji „mesjasza”, pragnącego zebrać rozsiane wśród nie-Żydów „iskry” (występujące w traktacie jako „ziarna”). „Przecież nawet żniwiarz nie zbierze wszystkiego bez straty kilku ziaren. Do mnie należy pole i moja jest pszenica. Nic dla mnie nie znaczy utrata kilku ziaren, jeśli tylko ty będziesz żniwiarzem” — mówi „Bóg” do Sabbataja. „Mesjasz” ripostuje, ukazując prawdziwą rolę gojim, wcześniej wspomnianych tylko jako pretekst do nawrócenia innych Żydów, ewentualnie jako obrońców Izraela ścierających wrogów Żydów lub ludzi o ukrytym, nieszczerym sercu. Sabbataj rozmawiając z „Bogiem” „zawołał ptaszka, aby przyleciał i dziobnął sobie ziarenko (…) potem zabił ptaszka, wyjął z niego ziarno, posiał je i nawodnił wydzielinami niebiańskich zwierząt. Z ziarna wyrosło potężne drzewo, które wydało kwiaty i cudowne owoce. Zerwał pierwszy owoc i dał Bogu, któremu zapachniał ogrodem Eden. I powiedział: «Jeśli jedno ziarno wydaje tyle wspaniałych owoców, jak mógłbym zbawić Izrael, tracąc niektóre dusze?»”. W kontekście wcześniejszych rozważań ukazanych w traktacie, zbawienie dotyczy wyłącznie sabbatajskiego Izraela, a ratowane są dusze Żydów, odrzucających „mesjasza” z obawy przed śmiesznością wobec nie-Żydów25.

System sabbatajski był pozornie uniwersalistyczny, a dzięki zastosowaniu swej metody mógł bez przeszkód „rozbijać skorupy” wewnątrz innych religii, których nigdy nie traktował poważnie. Nie zerwał również z talmudycznym „nauczaniem pogardy”, tj. traktowaniem nie-Żydów jako istot niższych religijnie, kulturowo i rasowo. Przepaść pomiędzy hellenistycznym uniwersalistycznym chrześcijaństwem a judaistycznym ekskluzywizmem była nie do pokonania.

Ześlij znak z nieba!

Sabbataizm nie był w stanie zerwać więzów łączących go z talmudycznym judaizmem, a wielu przypadkach nie chciał tego robić, i to pomimo rabinicznych klątw sypiących się obficie na głowy Sabbataja i jego zwolenników.

Wyznawane w obrębie sekty poglądy na temat epoki mesjańskiej zawierały silny ładunek apokaliptyczny, obecny w dzisiejszych koncepcjach mesjanistów żydowskich i wyznawców „świeckiej” religii Holocaustu. Podzielić je można na kilka elementów.

WOJNA JAKO POCZĄTEK EPOKI MESJAŃSKIEJ

Według listu Natana z Gazy z 1665 r., w którym przepowiadano szybkie nadejście ostatniego etapu zbawienia, naprawa świata została już dokonana, a wojny znikną z oblicza świata — za wyjątkiem wojen w krajach aszkenazyjskich, gdzie nadal będzie przelewana krew. Kraje aszkenazyjskie można rozumieć w sposób średniowieczny, tj. jako tereny Niemiec, lub szerzej — w kategoriach językowych, jako obszar zamieszkały przez Żydów posługujących się językiem jidysz (Europa Zachodnia, Środkowa i Wschodnia oraz Ameryka). Zdaniem Natana wojna nie miała dotykać już krajów sefardyjskich (płw. Iberyjski, Afryka Północna i Turcja). Można by pokusić się o odniesienie proroctwa sabbatajskiego do II wojny światowej, ale czy wojny rzeczywiście zniknęły z oblicza ziemi? Warto podkreślić, że te rozważania nie stanowią analizy proroctw pod kątem ich odzwierciedlenia w historii, a mają na celu wyłącznie wskazanie na obecność takich samych poglądów w sekcie sabbatajskiej i dzisiejszych poglądach niektórych środowisk żydowskich.

KORBAN — OFIARA CAŁOPALNA

Sabbataj negował niemalże wszystkie tradycyjne praktyki religijne judaizmu, za wyjątkiem ofiary całopalnej, która jego zdaniem posiadała, poprzez niszczące działanie, charakter odradzający — uwalniający ducha. Znakomita większość teologów „religii Holocaustu” traktuje wydarzenia II wojny światowej w kategoriach ofiary całopalnej złożonej przez Żydów ze swych najlepszych synów i córek, zapowiedzianej w Starym Testamencie (Pwt 4, 20; Iz 30, 33; Iz 48, 10). Korban był elementem niezbędnym w otwarciu epoki mesjańskiej.

GEMATRIA — CYFRY JAKO MANIFESTACJA „BOGA”

Praktykowana przez sabbatajczyków gematria wywodzi się wprost z kabalistycznej interpretacji Zoharu, opierając się na systemie rozpoznawania związków pomiędzy sefirami (emanacjami „Bożego” światła) a literami hebrajskiego alfabetu. Zwolennicy Sabbataja największą moc przypisywali sefirze Tiferet, utożsamianej z prawdą, pięknem i doskonałością. Sefirze tej odpowiadała hebrajska litera waw, której podstawowa (hebr. mispar hechrachi) wartość numeryczna wynosi 626. Początkowo przyjmowano, że wejście w okres mesjański rozpocznie się w 1648 r. (warto podkreślić, że sabbatajczycy stosowali kalendarz chrześcijański!), przesunięto jednak tę datę na rok 1666. Sabbatajczycy pozostali wierni układom cyfr mających znaczenie mesjanistyczne, zaczerpnięte z Zoharu (1648, 1948).

Zastanawiające w tym kontekście jest wyznaczenie przez dzisiejszych zwolenników religii Holocaustu daty rozpoczęcia epoki mesjańskiej na koniec „epoki pieców”, co miało nastąpić wraz z utworzeniem Erec Izrael w 1948 r.27 Epoka mesjańska została zapoczątkowana złożeniem w czasie II wojny światowej ofiary z 6 (waw) milionów Żydów, ofiary stanowiącej sefirę Tiferet, rozbijającą skorupę, ale również przywracającą jedność pomiędzy dawnym a nowym Izraelem. Sefira jest emanacją „Boga”, zapowiadającą chwałę i zwycięstwo. Warto zadać pytanie, czy podobną rolę odgrywa zestawienie cyfr 1966? Trudno znaleźć jakieś wiarygodne informacje na temat takich interpretacji, warto jednak wspomnieć, że w 1966 r. Izrael otrzymał z Wielkiej Brytanii jeden z pierwszych transportów materiałów rozszczepialnych, które posłużyły jeszcze w tym samym roku do przeprowadzenia pierwszej podziemnej implozji nuklearnej na pustyni Negew.

ŚWIĄTYNIA W JEROZOLIMIE JAKO ZNAK NIEBIOS

Gdy nastąpi ostatni etap zbawienia świata, a władza nad cała kulą ziemską spoczywać będzie w rękach zjednoczonego Izraela, jej widomym znakiem będzie świątynia w Jerozolimie, która w gotowej postaci zostanie spuszczona z nieba. Będzie to wydarzenie poprzedzające zmartwychwstanie — najpierw Żydów zmarłych w Palestynie, z której nb. zostaną wypędzeni „niegodni”. Po czternastu latach nastąpi zmartwychwstanie poza Ziemią Świętą.

Pragnienie odbudowania świątyni jerozolimskiej stanowi najbardziej czytelny wyraz żydowskich dążeń mesjanistycznych na przestrzeni wieków. Również dziś w Jerozolimie i wielu miejscach na świecie trwają gorączkowe przygotowania do budowy trzeciej świątyni28. Zdaniem dzisiejszych mesjanistów, wzniesienie świątyni na górze Moria zakończy wstępny okres epoki mesjańskiej.

ZAKOŃCZENIE ROZPROSZENIA ŻYDÓW

Widomym znakiem ostatniego aktu zbawienia będzie zjednoczenie wszystkich rozproszonych na świecie Żydów.

We współczesnych publikacjach mesjanistycznych obecna jest tęsknota za zjednoczeniem w granicach jednego państwa wszystkich Żydów żyjących w diasporze. Jest to jeden z bardziej kłopotliwych tematów, zważywszy na niechętny stosunek Żydów amerykańskich do opuszczenia kraju swojego urodzenia. Co jakiś czas, w związku z falami migracyjnymi do Izraela, temat powrotu odżywa. W niektórych publikacjach judeochrześcijańskich (protestanckich) występuje jako tęsknota za odnalezieniem zagubionych plemion Izraela, interpretowanych przez niektórych Żydów jako chrześcijańskich syjonistów, którzy poprzez swoje działania na rzecz Izraela i Żydów weszli do wspólnoty Abrahama.

ODEBRANIE WŁADZY „SUŁTANOWI”

Sułtan jako jedyny będzie niewolnikiem „mesjasza”; inne narody ukorzą się przed jego majestatem i płacić mu będą daninę.

Elementy dominacji politycznej zawsze występowały w literaturze mesjanistycznej, dziś sprowadzone są do retoryki defensywnej (obrona przed możliwością powtórzenia się Holocaustu). U radykalnych mesjanistów często łączą się one z ostatecznym wypędzeniem Arabów z Izraela lub zniszczeniem jego arabskich wrogów.

* * *

Trwa duchowa wojna pomiędzy Bogiem a Lucyferem, wojna, w której zbuntowany anioł nie cofa się przed żadnym wybiegiem. W trakcie tych zmagań książę ciemności niejednokrotnie zło nazywa dobrem, niegodziwość przedstawia jako sprawiedliwość, a nienawiść ukrywa w słowach głoszących miłość, tolerancję i pokój. Nie inaczej było w przypadku sabbataizmu Jakuba Franka, w którym idea zbawienia Żydów — narodu niegdyś wybranego przez Boga — poprzez nawrócenie się ich na chrześcijaństwo została sprowadzona do karykaturalnej formy i całkowicie wypaczona poprzez nadanie jej fałszywego, kabalistycznego sensu. Odrzucenie jedynego oczekiwanego przez Żydów Mesjasza — Jezusa Chrystusa — spowodowało fatalne konsekwencje w postaci nie tylko zapowiedzianych w Piśmie świętym klęsk, jakie spadły na ten naród, ale przede wszystkim coraz większej niezdolności do rozpoznania prawdy. Wierzymy gorąco, że zmieni się to w czasach ostatecznych, kiedy z oczu Żydów spadnie bielmo zaślepienia i w „najgorszym z ludzi”, Jezusie Chrystusie, rozpoznają swojego długo wyczekiwanego Zbawiciela.

1. Opierając się na interpretacji Zoharu, kabaliści wyznaczyli powrót Żydów do Ziemi Świętej na 1648 rok. Pomylili się o 300 lat. Stało się to możliwe w 1948 roku, wraz z powstaniem Państwa Izrael.

2. Gematria (z grec. geometria) — system żydowskiej numerologii, przypisujący poszczególnym literom alfabetu hebrajskiego wartości liczbowe i doszukujący się mistycznych związków pomiędzy słowami lub wyrażeniami o równych sumach wartości tworzących je liter.

3. Skutki ogłoszenia nowego „mesjasza” w Europie opisuje A. Hertzberg, Żydzi. Istota i charakter narodu, arszawa 2001, s. 113–114.

4. H. Nussbaum, Przewodnik judaistyczny obejmujący kurs literatury i religii, Warszawa 1893, s. 206.

5. Chawura (z hebr. ‘dwór’) — wśród Żydów sefardyjskich grupa mędrców, posiadająca autorytet w komentowaniu przepisów Tory i Talmudu.

6. Na temat sabbataizmu i frankizmu (często z błędami): F. Koneczny, Cywilizacja żydowska, Londyn 1974, s. 317–324.

7. Jakub Frank miał mawiać, że „kiedy Żyd się ochrzci, ubierają go w piękne szaty, przypasują mu do boku szablę”. Zob. M. Mieses, Z rodu żydowskiego. Zasłużone rodziny polskie krwi niegdyś żydowskiej, Warszawa 1991, s. 21–25.

8. Zob. M. Bradley, Tajne stowarzyszenia, Warszawa 2005, s. 64.

9. Dotyczy to np. frankistów Jana i Joachima Dembowskich, prowodyrów warszawskich samosądów z 1794 roku i liderów jakobińskich radykałów skupionych wokół Kilińskiego. Zob. M. Mieses, Z rodu żydowskiego…, op. cit., s. 73.

10. Zob. M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. III: Od Mahometa do wieku Reform, Warszawa 1997, s. 118. Wyznawcy sabbataistycznej sekty Donmeh zaangażowani byli w powstanie Republiki Młodotureckiej i rzeź ludności ormiańskiej zorganizowanej przez żołnierzy Ataturka. Zob. Ch. J. Bjerknes, The Jewish Genocide of Armenian Christians, 2006, s. 187–189, w której powołuje się na prace profesora M. Avruma Ehrlicha i syjonistycznego rasistę związanego z lożami postiluminanckimi I. Zangwilla.

11. Czołową rolę w tych związkach odegrał Rudolf von Sebottendorff (właściwie: Adam Rudolf Glauer), samozwańczy arystokrata, syn maszynisty, pochodzący ze Zgorzelca. Autor licznych okultystycznych prac trafił w ostatnich latach XIX wieku do Turcji, gdzie zetknął się z kilkoma sektami sufickimi, wstępując do tureckiej masonerii. W czasie swojego ponownego pobytu w Turcji, jeszcze przed I wojną światową, zetknął się z koncepcjami sabbatajskimi w obrębie niektórych sekt sufickich (np. Donmeh). Na cześć Sabbataja Cwi Adam Glauer zmienił nazwisko na von Sabottendorff. Był założycielem ariozoficznego, okultystycznego Stowarzyszenia Thule, pojmującego Adolfa Hitlera jako ucieleśnienie swoich ideałów. Zob.: E. Gugenberger, Czarni cudotwórcy, Warszawa 2004, s. 75–88; N. Goodrick-Clarke, Okultystyczne źródła nazizmu. Tajne kulty aryjskie oraz ich wpływ na ideologię nazistowską. Ariozofowie z Austrii i Niemiec 1890–1935, Warszawa 2001, s. 195–218; M. Tabor, Ezoteryczne źródła nazizmu, Kraków-Warszawa 1993.

12. Poglądy Sabbataja Cwi i jego zwolenników opisane głównie na podstawie doskonałej pracy znawcy tematu: J. Doktór, Śladami Mesjasza-Apostaty. Żydowskie ruchy mesjańskie w XVII i XVIII wieku a problem konwersji, Wrocław 1998.

13. Pojęcie wcześniej utożsamiane z obecnością Boga w Świątyni Jerozolimskiej, uzyskało wśród kabalistów nowe znaczenie, połączone z żeńskim wyobrażeniem.

14. Zob. na ten temat tekst sabbatajskiej sekty Izmirilis w: J. Doktór, Śladami…, op. cit., s. 59–60.

15. Warto w tym miejscy przypomnieć, że według kabalistów dosłowne rozumienie tekstu Pisma św. było jednym z przejawów dominacji demiurga, który na tekst religijny nałożył brzemię materii, wypaczający prawdziwy — mistyczny sens zapisu.

16. Szkoła kabalistyczna Izaaka Lurii, tzw. Nowa Kabała, stanowiąca popularną wersję kabały ezoterycznej z silnymi wpływami gnozy, powstawała jako dzieło synkretyczne od XV do XVII wieku. Zob. na ten temat: M. Eliade, Historia…, op. cit., s. 115–117.

17. Gershom Scholem następująco opisuje te dziwaczne poglądy. W 1677 r. Natan z Gazy stwierdził, że „dziwne zachowania Sabbataja stanowią dowód autentyzmu jego mesjańskiego posłannictwa”. Ponieważ „gdyby nie był Odkupicielem, żadne odchylenia by mu się nie przytrafiały”. Prawdziwymi aktami odkupienia są wyłącznie te, które wywołują największe zgorszenie. Za: M. Eliade, Historia…, op. cit., s. 118.

18. Część wyznawców Sabbataja twierdziła, że zło może być zwalczane tylko złem ewentualnie że grzech Adama został zniesiony, wobec czego ten, kto popełnia grzechy, jest cnotliwy w oczach „Boga”. Ibid., s. 118; J. Doktór, op. cit., s. 152–155.

19. Odrzucić możemy jako mało wiarygodne przekazy powstałe w obrębie wrogiego Sabbatajowi talmudycznego judaizmu, mówiące o konwersji ze strachu (sułtan miał zaproponować aby „mesjasz” ujawnił swoją siłę, zatrzymując strzały wypuszczone w jego kierunku przez janczarów) lub dokonanej ze względu na ofiarowane bogactwa (faktycznie z konwersją wiązały się określone profity finansowe i prestiżowe). Przyczyna leżała w specyfice religijnych koncepcji Sabbataja, utrzymującego, że konwersja była spontaniczną odpowiedzią na wezwanie Boga.

20. Cyt. za: J. Doktór, op. cit., s. 48.

21. Sabbatajskie przekazy zawierają wiele informacji mówiących o przyjęciu sabbataizmu przez muzułmanów, wyliczając wśród nawróconych sułtańskiego muftego Wani Efendiego i mistyka-poetę Nazima. Sabbataj miał utrzymywać ścisłe kontakty oraz współdziałać z sufickimi sektami, w rodzaju „zakonu helwetije”, którego poglądy stanowiły mieszaninę gnostycyzmu i islamu, por. interesujący artykuł profesora Abrahama Elqayama, Sabbatai Levi and Sufism, www.kheper.net/topics/Kabbalah/Zevi_and_Sufism.html

22. J. Doktór, op. cit., s. 47.

23. Ibid., s. 55.

24. Izrael Chazan rozróżniał „wiernych Izraelitów” od „wiernych gojów”.

25. J. Doktór, Śladami…, op. cit., s. 56–57. Interpretacja fragmentu traktatu dokonana przez autora książki poświęconej Sabbatajowi znacząco odbiega od przedstawionej przeze mnie w tym miejscu.

26. Zob. na ten temat: F. Dornseiff, Alfabet w mistyce i magii, Warszawa 2001.

27. Powierzchowna sprzeczność pomiędzy cyfrą 6 (waw) a 9 (jesod) nie istnieje w kabale mistycznej, w której sefira jesod, traktowana jako siła sprawcza, zawsze jako wprowadzająca ostateczną doskonałość, czyli sefirę tiferet. Stąd rozważanie zestawienia cyfr 1648 i 1948 z kabalistycznego punktu widzenia jest jak najbardziej uzasadnione.

28. Por. H. Hajducki, Świątynia jerozolimska a czasy ostateczne, [w:] Zawsze wierni nr 50, s. 74–87.